Tej nocy nie zniknął, więc może...
- Nie mogę, przepraszam. - no i cały czar prysł. Spojrzałem na niego zawiedziony, kiedy mnie odepchnął i wstał z łóżka. Patrzyłem jak szuka swoich rzeczy, które pospiesznie na siebie zakłada. Widziałem jego minę, nie był zbytnio szczęśliwy. Zacząłem się zastanawiać, czy nie zapytałem o to zbyt wcześnie, ale wydawało mi się, że wyjście na głupią kawę nie jest niczym strasznym.
- Dlaczego? - zapytałem po dłuższej chwili wpatrywania się na niego. Hansol usiadł na brzegu łóżka i wyciągnął z kieszeni swoich spodni paczkę papierosów, po czym wyjął z niej jednego i włożył go do ust. Kolejna rzecz, która do niego nie pasowała. Z fajką pomiędzy wargami wyglądał jak gimnazjalista szukający wrażeń. Odpalił go zapalniczką i zaciągnął się dymem, jakby to była najlepsza rzecz na świecie. Od razu poczułem zapach tytoniu, który mnie drażnił, jednak nic nie powiedziałem, bo co miałem powiedzieć? Przecież mu tego nie zabronię.
- To nie jest najlepszy pomysł. - odpowiedział z westchnieniem, a dym wydostał się z jego pięknych ust i nosa. Podniosłem się i zbliżyłem się do niego, siadając obok na brzegu łóżka. Przyglądałem się uważnie jego twarzy, która była teraz taka... beznamiętna, bez jakichkolwiek emocji.
- Czemu? - uniosłem jedną brew, wyczekując odpowiedzi na moje pytanie. Nie bardzo rozumiałem o co mu może chodzić. Sam mówił, że w pewien sposób jest ode mnie uzależniony, więc czemu się tak zachowuje? Nie mam pojęcia, ale się dowiem, prędzej czy później. Nie zostawię tak tego.
- Mój szef nie byłby zadowolony, gdyby mnie przypadkiem spotkał.
- Masz szefa? - teraz to mnie zaskoczył. O jakim szefie do cholery mówił? Nie wyglądał na kogoś, kto ma normalną pracę, a sam mówił, że zarabia w inny sposób, więc o co do cholery tu chodzi? Od tego wszystkiego zaczynała mnie boleć głowa.
- Każda prostytutka ma szefa, Byungjoo. - uśmiechnął się krzywo i poklepał mnie po kolanie. - Czy tego chce czy nie. Jestem do niego uwiązany.
- Nie bardzo rozumiem. - mruknąłem, drapiąc się w kark. To było za dużo dla mojego niezbyt wielkiego mózgu. W dodatku zapach tytoniu mnie rozpraszał, przez co nie byłem w stanie skupić się na przetworzeniu nowych informacji. A więc Hansol, lat 20, był prostytutką i miał szefa, z którym jest coś nie halo. Brzmi... nie, to nie brzmi logicznie.
- Ja też nie, ale tak to już jest. - westchnął i podniósł się, przeciągając leniwie. Rozejrzał się wokół w poszukiwaniu kosza, jak mniemam, a kiedy go zlokalizował to wrzucił do niego niedopałek, po czym po prostu wyszedł, zostawiając mnie samego w dużym, białym pomieszczeniu. Nie wiedziałem, co mam zrobić, więc siedziałem tak i patrzyłem na drzwi.
I co teraz? Nie wiem, nie mam bladego pojęcia. Chyba czas wrócić do rzeczywistości i przestać wyobrażać sobie różne rzeczy, które nigdy nie staną się prawdą. Tak to już bywa, nie można mieć wszystkiego, a jak widać i to jedno nie jest mi pisane. Rzuciłem się na łóżko i oddychałem głęboko. To bolało, tak bardzo bolało. Jednakże muszę wytrzymać, bo w innym wypadku będzie jeszcze gorzej. Podniosłem się, pozbierałem ubrania, założyłem się na siebie i wyszedłem, chcąc zostawić to wszystko za mną.
Minął miesiąc. Przez ten czas unikałem wszelkich wypadów do klubu jak ognia, aby go nie spotkać. Niby zdawałem sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie on tam już nie chodzi, aby również nie natknąć się na mnie, ale wolałem zachować ostrożność. Starałem się udawać, że nic takiego jak kilka wspólnie spędzonych nocy z Hansolem nigdy nie miało miejsca i wychodziło mi to całkiem nieźle. Pracowałem jako tancerz, co było bardzo przyjemnym zajęciem i dość dobrze płatnym. Taniec to było coś, co kochałem, więc zarabianie tym na życie było dla mnie spełnieniem marzeń. Chciałbym kiedyś stanąć na scenie sam, być główną gwiazdą, ale do tego jeszcze daleka droga. Cieszyłem się z tego, co jest.
W piątek miałem wolne, więc umówiłem się z moim przyjacielem Jiho na kawę. Taki tam przyjacielski wypad - on też był tancerzem i miał obsesję na punkcie zachowywania odpowiedniej diety, więc o żadnym piwie nie było mowy, musiała mi wystarczyć kawa. Powiedział, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Byłem ciekaw, co to może być, choć miałem przeczucie, że to coś dziwnego. Jiho sam w sobie był dziwny, to trzeba było przyznać. Każdy, kto go zna ma takie zdanie o jego (nie)skromnej osobie. Cóż, on sam dobrze wiedział jaki jest.
Byłem w drodze do kawiarenki, w której mieliśmy się spotkać. Przez ten czas, kiedy spacerowałem wzdłuż szarego chodnika rozglądałem się wokół siebie, obserwując ludzi przepychających się między sobą na pasach, kłócących się przy sklepie, spieszących się jak mniemam do pracy. Zacząłem się zastanawiać nad rzeczami, które wcześniej nie bardzo mnie interesowały. Czy ja dojrzewam? Możliwe. Jak ma się te 19 lat to zaczyna się myśleć innymi kategoriami, gdyż wkracza się w dorosłe życie. Niedługo miałem zacząć studia, na które zarabiałem tańcząc. Chciałbym robić tylko to, jednak jeżeli coś pójdzie nie tak to zostanę z niczym, więc wykształcenie się przyda. W podstawówce i gimnazjum uchodziłem za kujona, siedziałem wiecznie z nosem w książkach, dopiero w liceum rozwinęło się moje życie towarzystkie. Zacząłem chodzić na imprezy, umawiać się z dziewczynami, ale czułem, że to nie to. Nie byłem pewny tego, jakiej jestem orientacji, w sumie dalej tak jest. Po długich, całonocnych wręcz przemyśleniach doszedłem do wniosku, że nieważne jest to, jakiej ktoś jest płci, skoro się go kocha takim jakim jest.
Skręciłem w lewo i byłem na miejscu. Uniosłem głowę i spojrzałem na kolorowy szyld, który naprawdę przykuwał uwagę. Mógłbym tak stać i go podziwiać, ale nie było czasu, gdyż przez okno dostrzegłem, że Jiho już na mnie czeka. Uśmiechnąłem się do siebie i wszedłem do środka.
- Pierwszy raz jesteś na czas. - zaśmiałem się i zająłem miejsce przed nim, wpatrując się w twarz chłopaka pokrytą makijażem. Mój przyjaciel nie wychodził z domu bez kreski na powiece i kremu bb na skórze, co było obiektem drwin naszych znajomych, jednak miał do siebie tyle dystansu, aby samemu się z tego śmiać.
Nie zdążyłem nawet zdjąć kurtki, kiedy podeszła do nas niezbyt urodziwa kelnerka, chcąca przyjąć nasze zamówienia. Razem z Jiho poprosiliśmy o latte z syropem, a ona zapisała to na karteczce, jakby nie mogła tego po prostu zapamiętać. Cóż, żeby pracować w takim miejscu nie trzeba być zbyt bystrym, czyż nie? I znów moja wredna natura się ujawnia, ups.
- Masz do mnie sprawę, zatem mów. - oznajmiłem, patrząc na chłopaka wyczekująco. Na jego ustach o dość dziwnym jak dla mnie kształcie pojawił się szeroki uśmiech, co nie wróżyło nic dobrego. Jiho miał szalone pomysły, które kończyły się różnie - od interwencji policji po areszt. Nie raz wpakował mnie w kłopoty, ale mimo to dalej byliśmy przyjaciółmi. Jak widać nie jestem na tyle mądry, gdyż zadaję się z kimś takim. Cóż, nie ma ryzyka - nie ma zabawy, tego się trzymajmy.
- Stary, odkryłem złoty interes! - pisnął radośnie, wymachując ręką, przez co strącił mały wazonik stojący na stoliku, który cudem się nie roztrzaskał. Kelnerka zmierzająca w naszą stronę obrzuciła chłopaka karcącym uśmiechem, przez co wybuchnąłem śmiechem. Dziewczyna wręczyła nam nasze zamówienie i odeszła, nie spuszczając oka z Jiho. Pewnie chciała się upewnić, że nic nie zbroi, co było tylko kwestią czasu.
- To samo mówiłeś, kiedy chciałeś handlować oranżadką w proszku mówiąc, że to najnowszy narkotyk. - mruknąłem, upijając łyk swojej kawy, która nie była zbyt słodka, idealnie. Nie lubiłem słodyczy, wolałem wszystko co ostre i słone. Najchętniej dodałbym tu szczyptę chilli, ale z doświadczenia wiem, że skończyłoby się to tragicznie dla mojego żołądka, więc muszę zadowolić się tym co jest.
- Tym razem to co innego. Plan idealny, uwierz mi.
- Ostatnio jak ci uwierzyłem to siedziałem w areszcie dwa dni. - warknąłem, wzdrygając na wspomnienie tego wydarzenia. Otóż pewnego razu, kiedy wybraliśmy się ze znajomymi do kina to Jiho wymyślił, aby nagrać cały film, zgrywać to na płytki i sprzedawać po takiej cenie jak za bilet. Pomysł kompletnie bez sensu, gdyż każdy może sobie to obejrzeć w internecie. Chłopak został przyłapany i zamiast grzecznie skasować nagranie i wyjść to zaczął się kłócić ze strażnikami, w co jakimś trafem wplątałem się i ja. Zwinęli nas i zawieźli na komisariat. Gdyby nie odzywki mojego przyjaciela to wypuściliby nas znacznie szybciej, ale nie! Trzymali nas jeszcze dłużej.
- ... Owszem, tym razem też jest takie ryzyko, ale jeżeli to dobrze rozegramy to będziemy czyści. - ton jego głosu mnie zaniepokoił tak samo jak to, co powiedział. Co on do cholery znów wymyślił? Nawet nie chcę wiedzieć. Mógłbym wstać i po prostu zostawyć go tu samego, ale szkoda mi było mojej kawy. Priorytety, Byungjoo, priorytety.
- Na czym więc polega twój złoty interes? - coś czułem, że będę żałował zadania tego pytania. Za każdym razem, jak Shin Jiho opowiada o tym, że wpadł na genialny pomysł to powinno się okazywać jak najmniej zainteresowania, żeby w końcu odpuścił, jednak w tym momencie nie bardzo mi to wychodziło. Chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko, przez co ciarki przeszły po moich plecach. To nie wróży nic dobrego, jestem tego pewien.
- Jakiś czas temu poznałem kogoś, można powiedzieć, że dogłębnie poznałem. - zaczął, a uśmiech nie schodził z jego głupkowatej twarzy. - Opowiedział mi o tym, co robi i takie tam. Zgadnij ile zarabia dzięki swojej małej działalności.
Już miałem coś powiedzieć, kiedy ten idiota postanowił chamsko mi przerwać, co zdarzało się bardzo często i nie tylko mi.
- Bardzo dużo, Byungjoo, czasem nawet więcej. Powinniśmy zrobić to samo! Wyobraź sobie co moglibyśmy zrobić z taką kasą! Mógłbyś iść na każdą uczelnię, nawet w innym kraju, albo nie! Nie musiałbyś nawet studiować! Plan idealny!
- Tak tak, ale na czym on polega? - spojrzałem na niego jak na idiotę, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Naprawdę zaczynałem się go bać, bo ten pomysł chyba ma się nijak do wcześniejszych wybryków. Już wiedziałem, że nie chcę brać w tym udziału.
- Trzy słowa, Byungjoo. - powiedział radośnie i wyciągnął dłoń, która znajdowała się teraz ok. 3 cm przed moją twarzą. Już wiedziałem, co nastąpi. Jiho lubił tak mówić i pokazywać na palcach ilość słów, nie wiem jak to opisać, ale każdy powinien sobie to wyobrazić. To coś jak "*palec* Jiho *palec* jest *palec* idiotą", czy coś. - Seks. Za. Pieniądze.
Tego jeszcze brakowało w jego kolekcji świetnych pomysłów. Czy on chciał zostać prostytutką? Posrało go do reszty. Nawet nie mieściło mi się w głowie to, że mógł wpaść na coś takiego. Nie od dziś wiedziałem, że wynajmuje sobie ludzi do towarzystwa, bo nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby pójść z nim do łóżka nie dlatego, że nie był atrakcyjny, bo był, ale dlatego, że miał głupie fetysze. Nie chcę ich nawet wymieniać, bo to coś okropnego.
- Jesteś kretynem, Jiho. - pisnąłem, wlepiając w niego ostre spojrzenie. - W ogóle kto podsunął ci ten pomysł? Z kim spałeś, że w twoim malutkim móżdżku pojawiła się tak posrana myśl?
- Będziesz miał okazję poznać go osobiście, gdyż lada moment się tu zjawi.
- CO?! - wrzasnąłem, wstając z miejsca. Nie mogłem uwierzyć, czy mój przyjaciel zaprosił tu swoją dziwkę?! Nie, to się nie dzieje naprawdę! To za dużo! Wziąłem głęboki wdech i usiadłem na swoje miejsce, gdyż poczułem na sobie ostre spojrzenie tamtej kelnerki, która bacznie nas obserwowała. Gdyby nie to, że byliśmy w miejscu publicznym to pewnie przywaliłbym chłopakowi tak, że poleciałby na kilka metrów dalej. Byłem wściekły. To wszystko przypomniało mi o tym, co się działo miesiąc temu. Myślałem, że już o tym zapomniałem, ale jak widać nie było mi dane wyrzucić tego z pamięci na dobre. Modliłem się tylko o jedno.
- To, powinien już tu przyjść. Spodoba ci się, zobaczysz. Jak będziesz grzeczny to może pozwolę ci go zabrać na noc do domu. - Jiho zaśmiał się jakby mówił o czymś normalnym. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jaki jest głupi. To, że był seksoholikiem to wiem nie od dziś, ale żeby chcieć robić to dla pieniędzy?! Hm, w jego przypadku to chyba korzystne. Nie musiałby płacić, a sam dostawałby kasę, jednak to nie jest takie łatwe jak sądzi. I chyba nie jest tego do końca świadomy.
- Wiesz co? Rób co chcesz, mnie w to nie mieszaj. - warknąłem i podniosłem się z miejsca, po czym załozyłem swoją kurtkę. Miałem już gdzieś moją kawę, nie była warta tego wszystkiego. Chciałem opuścić to miejsce jak najszybciej, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego jak np. uduszenie mojego przyjaciela gołymi rękami. We wściekłości byłem zdolny do wszystkiego, a wolałem nie wybuchnąć, gdyż pewnie dostałbym zakaz wstępu do tej kawiarni, którą bardzo lubiłem.
Odwróciłem się na pięcie i podszedłem do wyjścia. Już miałem chwycić za klamkę, kiedy drzwi przede mną otworzyły się, a do środka wszedł chłopak przypominający mi kogoś i chyba nawet wiem, kto to. Jak widać on też mnie rozpoznał, ale nie był zbyt szczęśliwy na mój wydok. Cóż, i vice versa.
- Cześć, Hansol. - syknąłem i odepchnąłem go lekko na bok, po czym wybiegłem z kawiarni najszybciej jak potrafiłem. To było za dużo.
1 komentarz:
Bardzo się cieszę, że tak szybko dodałaś drugą część. Nie zawiodłam się ani trochę. Koniec był dosyć przewidywalny, ale to nie jest żadnym minusem. Śmiałam się z postaci Xero. Ogólnie bardzo fajnie się czyta, szkoda tylko, że takie krótkie. Bardzo podoba mi się relacja Hansola i Bjoo. CZemu? Nie mam pojęcia. Czekam na kolejną część i życzę weny :)
Prześlij komentarz