sobota, 4 stycznia 2014

Was it worth it? Yes, it was.

Tak się kończy ukrywanie choroby przed całym światem - w szpitalu. Najgłupsza istota stąpająca po tej planecie zwana Min Yoongi, ewentualnie Suga, leży sobie na niewygodnym łóżku z kwaśną miną i obseruwje, jak jego koledzy robią mu zdjęcia, by potem torturować nimi biednego chłopaka. Szczerze, to nie był taki biedny. Wyrostek to nic strasznego, na to się nie umiera, jednak zasłużył na odrobinkę cierpienia. Dlaczego? Bo jest idiotą, to główny zarzut.
Ukrywał to, jak bardzo go bolało przed wszystkimi, nie chcąc ich martwić. Jak widać, coś nie wyszło, gdyż teraz cała wytwórnia i fandom się nim przejmuje. Był zły na siebie z tego powodu, ale co się stało to się nie odstanie. Ma nadzieję, że będzie mógł stąd wyjść tak szybko jak się tylko da. W sumie to nie jest w stanie chodzić, więc może się ewentualnie wyczołgać, o ile po drodze nie skona z bólu.
- Dobra chłopcy, starczy tego. - odezwała się jedyna mądra osoba w tym towarzystwie, czyli manager Bangtan. Yoongi spojrzał na niego i uśmiechnął się blado, dziękując za wsparcie. Był zmęczony i chciał poleżeć choć chwilę w ciszy, co oczywiście nie wyszłoby w otoczeniu tych oszołomów.
- Manager-hyung, mogę zostać? - poprosił słodko Jimin, nadymając polisie z nadzieją, że jego uroczość jakoś zadziała i będzie mógł posiedzieć z kolegą jeszcze chwilę. Nie pomylił się - ich 'opiekun' westchnął tylko i kiwnął głową na znak, że się zgadza. Wiedział, że jeżeli odmówi to rozpęta wojnę, gdyż trzeci maknae nie dałby mu żyć. Zemsty chłopców były wymyślne, ale to do Jimina należało trofeum. Chłopak uśmiechnął się i usiadł na krzesełku stojącym obok łóżka, wpatrując się w swojego ulubionego - co było dość oczywiste - hyunga, a reszta opuściła pomieszczenie. Nie, nie byli cicho, co to to nie! Wrzeszczeli niezadowoleni i wymachiwali rękami na wszystkie strony świata. Po raz kolejny Jimin dostaje to, czego chce, a oni nie. Ups, cóż za niefart.
Yoongi spojrzał na kolegę wpół otwartymi oczami, gdyż powoli odpływał. Pomimo tabletek przeciwbólowych i kroplówek, dalej go skręcało. Nie miał nawet siły aby podnieść rękę albo zwyczajnie mu się nie chciało, co było bardzo prawdopodobne. Młodszy złapał go za dłoń i pogładził kciukiem jej wierzch, wbijając wzrok w twarz starszego. Było mu smutno, co było widać po jego minie. Brak uśmiechu na tej głupkowatej twarzy nie był dość częsty.
- Yah, przecież nie umieram. Rozchmurz się. - Suga zaśmiał się cicho, a Jimin uniósł jeden kącik ust, co nie wróżyło nic dobrego.
- Wiesz, że jesteś przykuty do łóżka i mogę zrobić to co chcę? - powiedział wesoło, mrugając kilka razy. Czyli pod smutną miną maskował knucie jakiegoś idiotycznego planu? To zdanie pewnie nie ma żadnego sensu, ale mówi się trudno. Yoongi przełknął głośno śliną i już chciał coś powiedzieć, kiedy nagle Jimin podniósł się z krzesełka i nachylił na kolegą. Zbliżył swoją twarz do twarzy Sugi i pocałował go w kącik ust. - Zdrowiej szybko, to dostaniesz więcej.

Brak komentarzy: