poniedziałek, 6 stycznia 2014

You're mine or not? Final.

To było za dużo.


Jestem głupszy niż myślałem i znów straciłem kontrolę nad swoim ciałem. Moje nogi postanowiły odmówić posłuszeństwa i znalazłem się z powrotem w kawiarni. Z moimi rękoma stało się tak samo - pięści zostały zaciśnięte, aby chwilę potem spotkać się z nosem Jiho, który upadł na podłogę. Wszyscy obecni w pomieszczeniu chyba wstrzymali oddech, czując, że atmosfera jest dość napięta. Stałem nad chłopakiem i przyglądałem się, jak po jego twarzy spływa krew. W jego oczach dostrzegłem zaskoczenie, jak też i swego rodzaju strach. Nie byłem skory do bójek, ograniczałem się do użycia przemocy słownej, więc to była dla niego nowość, tak samo jak dla mnie.
- B-Byungjoo... - wyszeptał drżącym głosem, po czym wytarł szkarłatną ciecz rękawem swojego swetra. Jak się domyśliłem, nie stać było go na nic więcej. Chyba już mówiłem, że nie jest zbyt inteligentny. Pewnie nie miał pojęcia dlaczego to zrobiłem, bo ja zdążyłem już sobie to uświadomić. W mojej głowie tkwił obrzydliwy obraz. Paznokcie same wbijały się w skórę dłoni na myśl o tym, że Jiho i Hansol to robili. Wiedziałem, że ten drugi robi to z każdym, ale nie przypuszczałem, że również z moim przyjacielem. To bolało podwójnie, przez co łzy zaczęły same napływać do moich piekących oczu. Szybko jednak zacisnąłem powieki, nie pozwalając im wypłynąć. Nie chcę płakać, nie kiedy Hansol jest obok.
Właśnie, Hansol. Przez chwilę zapomniałem, że tu jest. Rozejrzałem się wokół i go dostrzegłem - na jego twarzy malował się szok, ale kiedy zorientował się, że na niego patrzę to wredny uśmieszek zagościł na jego ustach. Przełknąlem ślinę i podszedłem do niego, po czym chwyciłem za rękę i wyciągnąłem z kawiarni. Kiedy byliśmy już na zewnątrz, z daleka od gapiów to zatrzymałem się i puściłem jego dłoń. Teraz wewnątrz mnie rozgrywała się zacięta walka pomiędzy tym, czy mam się odwrócić czy dalej stać tak plecami do niego. Jak widać pierwsza strona wygrała. Obróciłem się i obrzuciłem chłopaka ostrym wzrokiem.
- Niezły występ, gratulacje. - powiedział po długiej chwili milczenia. Przez ten czas uważnie mi się przyglądał z tym głupawym uśmieszkiem przyklejonym do jego twarzy. Miałem ochotę mu go zedrzeć, najlepiej pięścią, ale cudem się powstrzymałem. Dość przemocy na dziś, to jeszcze pogorszyłoby moją sytuację, o ile to w ogóle możliwe. Zamiast przywalenia mu w twarz to złapałem go za kołnierz i przycisnąłem do ściany. Chyba zapomniałem wspomnieć, gdzie byliśmy. Ślepa uliczka, nic specjalnego.
- Pokazujemy pazurki, huh? - syknął, patrząc prosto w moje oczy. Znów nie miał soczewek, na moje nieszczęście. Powstrzymywałem się od zatonięcia w jego czekoladowych tęczówkach ostatkiem sił. Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów, na swoich ustach czułem jego niespokojny oddech. Byliśmy stanowczo za blisko, a ja nie byłem w stanie się odsunąć, a może po prostu nie chciałem? Tęskniłem za nim, dopiero teraz to do mnie dotarło. Moje dłonie puściły jego kołnierz, aby ująć jego piękną twarz. Przetarłem kciukami jego policzki i przysunąłem się bliżej, łącząc nasze usta w niedbałym pocałunku. Jego usta były takie, jak je zapamiętałem - miękkie i słodkie. Za nimi tęskniłem chyba najbardziej, ale nie tylko tego. Brakowało mi jego całego. Gdybym wiedział, że po tamtej nocy prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali to zostawiłbym to tak jak było, bylebym mógł go widywać, nieważne w jakich okolicznościach.
Zacząłem się zastanawiać, dlaczego mnie nie odpycha, ale nie mogłem nic wymyśleć, nie byłem w stanie. Pocałunek całkowicie mnie pochłonął, to było jak narkotyk. Spróbujesz raz - będziesz chciał więcej i więcej. Hansol był moim uzależnieniem, które prędzej czy później sprowadzi mnie na złą drogę, ale mam to gdzieś. I tak kiedyś bym się stoczył, więc czemu nie teraz? Z czasem się przyzwyczaję, a będę miał przy sobie jego.
Jestem idiotą i pozwoliłem na to, żeby owinął mnie sobie wokół palca, jednak w tym momencie mnie to nie obchodziło. Było mi dobrze tak jak było, czyli z nim przy mnie, przyciśniętym do zimnej ściany jakiegoś obskurnego budynku, z moim językiem w jego ustach, z jego palcami zaciśniętymi na mojej kurtce. Tak było idealnie i powinno być zawsze, jednak świat jest homofobem i na to nie pozwala.
Nasz pocałunek musiał się kiedyś zakończyć, gdyż brakowało nam powietrza. Hm, umrzeć przez takie coś to chyba coś pięknego, tak? Super, staję się jeszcze większym idiotą. To tak jakby Hansol wysysał ze mnie inteligencję i zdrowy rozsądek. Jest jak pijawka, której nie chcę od siebie odrywać.
- No nareszcie.
Odsunąłem się od chłopaka i zacząłem rozglądać się wokół siebie, aby zlokalizować, skąd dochodził znajomy mi głos. Spojrzałem w prawo i ujrzałem Jiho stojącego kilka metrów przed nami z spuchniętym nosem i głupawym uśmieszkiem. Dobra, tego się nie spodziewałem. Przeniosłem swój wzrok na Hansola, który oblizywał dolną wargę, przez co czułem, że robi mi się gorąco. Niezły sobie moment wybrał, nie ma co.
- O co tu chodzi?! - wrzasnąłem, oczekując szybkiej i zrozumiałej odpowiedzi. Miałem mętlik w głowie i jeżeli zaraz nie dowiem się co jest grane to wybuchnę, przysięgam.
- Ktoś tu nie jest taki mądry jak mu się wydaje. - jęknął Jiho, podchodząc bliżej mnie. Kiedy już był kilka kroków przede mną to pstryknął mnie w czoło, jak to miał już w zwyczaju. Nienawidziłem tego z całego serca i on dobrze o tym wiedział. Chyba chce dostać w nos jeszcze raz.
- I tak ty jesteś największym idiotą, nie zabiorę ci tego tytułu. - syknąłem, uderzając go lekko w ramię, za lekko. Najchętniej sprałbym go tak, aby nie mógł się ruszyć przez następny miesiąc, ale musiałem zachować kontrolę nad sobą, bo w innym wypadku nic mi nie powie. Przeczesałem dłonią moje włosy i westchnąłem głęboko, czując jak mój ból głowy się nasila.
- Hansol-hyung, mógłbyś? - Jiho spojrzał na starszego stojącego pod ścianą, a ten tylko kiwnął głową na znak, że się zgadza, sam nie wiem na co. Po chwili podszedł do mnie i... Wyciągnął do mnie rękę.
- Kim Hansol, przyjaciel Sohee. - powiedział wesoło, uśmiechając się do mnie.
- Sohee? Kwon Sohee? - otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. - Skąd ty ją znasz?!
- Wybacz mu, jest trochę przygłuchy. - Jiho postanowił się odezwać i położyć dłoń na moim ramieniu, którą szybko strzepnąłem. Lepiej niech mnie w tym momencie nie dotyka, bo będzie źle. Spojrzałem niepewnie na Hansola, na którego twarzy dalej gościł ciepły uśmiech, jednak nic nie powiedział, gdyż Jiho nawet by mu na to nie pozwolił, gdyż postanowił kontynuować. - Otóż, Hansol nie jest tym, za kogo go masz.
- Więc kim jest? - zapytałem lekko zirytowany. Czemu do cholery ten idiota nie może przejść do rzeczy i najzwyczajniej w świecie wyjaśnić, co tu się wyprawia? Aish...
- Jest zwykłym chłopakiem, któremu się nudzi w życiu. - mój przyjaciel postanowił się zaśmiać, a mi wcale nie było do śmiechu. Kiedy skończył wydawać z siebie dźwięki przypominające kaszel świni zmiksowany z odgłosem drapania ściany to odetchnąłem z ulgą, a on otworzył usta, aby opowiadać dalej, mam nadzieję. - Skupmy się lepiej na tym, kim ty jesteś.
- Huh? Co masz na myśli?
- Byungjoo-ah, przyznaj, nie jesteś do końca zadowolony ze swojego życia, a my jako twoi przyjaciele postanowiliśmy je trochę... Ubarwić.  Po długich przemyśleniach ja i Sohee doszliśmy do wniosku, że powinieneś kogoś poznać i padło na Hansola, ale nie wiedzieliśmy, jak to zrobić, żeby nie wyglądało na zwykłe swatanie. Myślałem i myślałem, aż w końcu wymyśliłem! Trzeba było tylko ustalić odpowiedni czas i miejsce, a resztę już znasz. Trochę nam się pokomplikowało, bo nie działałeś zgodnie z planem i dlatego wyjechałem z tym pomysłem na prostytucję. Wszystko potoczyło się tak jak przewidziałem! I kto tu jest idiotą? Na pewno nie ja, jestem genialny!
Szczęka mi opadła. Ten pomysł przebił wszystko, naprawdę wszystko. JAK. DO. CHOLERY. MOŻNA. WPAŚĆ. NA. COŚ. TAK. DEBILNEGO?! W przypadku Jiho szokuje mnie to mniej, ale Sohee? Nigdy bym się nie spodziewał po niej czegoś takiego. Znałem ją od kilku lat, gdyż uczęszczaliśmy do tej samej szkółki tanecznej, a teraz jesteśmy w jednym zespole. Należeliśmy też to tej samej paczki znajomych. Wydawała się najnormalniejsza spośród tej bandy debili, ale jak widać pozory mylą.
Starałem się poukładać to sobie wszystko w głowie, ale marnie mi to szło. Podsumowując, spotkanie Hansola było wcześniej ukartowane, ale nie przewidzieli tego, że odpuszczę. To brzmi zbyt debilnie, aby to pojąć rozumem. Wziąłem głęboki wdech i zamknąłem oczy. Policzyłem do trzech, po czym uniosłem powieki i najzwyczajniej w świecie odszedłem, zostawiając ich samych w tej ślepej uliczce. Szedłem wzdłuż szarego chodnika, nie wiedząc gdzie mam iść. W głowie miałem totalny chaos. Nie wiem co bolało mnie bardziej - to, że Hansol kłamał czy to, że moi przyjaciele knuli za moimi plecami. Wiem, że chcieli dobrze, ale nie powinni tego robić. Nie mieli pojęcia, jak bardzo cierpiałem, po części z ich powodu, jak się dziś okazało.
W pewnym momencie poczułem, że się zatrzymuję. Ktoś chwycił mnie za rękę i odwrócił do siebie, a tym kimś okazał się Hansol. Wywnioskowałem to patrząc na jego buty, gdyż nie chciałem unieść głowy i spojrzeć mu w oczy. Po tym wszystkim czego się dowiedziałem stał się dla mnie... Nie wiem jak to określić, w każdym razie straciłem zaufanie do tego człowieka. Nie był tym, za kogo się podawał, co bardzo mnie zraniło. Nie wiem, czy słusznie, ale stało się.
- Byungjoo-ah, przepraszam. To nie miało tak wyglądać.
Wiedziałem, że będę tego żałował, ale uniosłem głowę i spojrzałem na niego. Nie miałem jednak siły, aby powstrzymać łzy napływające do moich oczu, które po chwili spłynęły po moich policzkach, lądując na betonie. Jak bardzo żałosny jestem? Nie wiem i nie dbam o to.  Jego twarz też nie wyrażała radości, ale nie potrafiłem mu współczuć. Kiedy zauważył to, że płaczę to przytulił mnie mocno do siebie, a ja nie byłem w stanie go odepchnąć, nie potrafiłem. Zamiast tego wtuliłem się w niego, mocząc jego płaszcz słonymi kroplami.
- Nie pamiętasz mnie, prawda? - odsunąłem się i popatrzyłem na niego, kiedy usłyszałem jego słowa. - Jestem tym chłopcem, którego nauczyciel tańca zawsze poprawiał, gdyż zawsze mylił kroki. W rezultacie zostałem przeniesiony do innej grupy.
- Teraz pamiętam. To tobie Sohee zawsze pomagała. - powiedziałem po dłuższej chwili. Teraz pamiętam. To Hansol zawsze zmieniał układ i dodawał do niego swoje własne kroki, kiedy nie mógł zapamiętać tych, które już tam były. Nigdy nie przyglądałem mu się uważniej, więc pewnie dlatego go nie rozpoznałem. Teraz to wydaje się bardziej jasne.
- To ty zawsze byłeś jednym z najlepszych. - uśmiechnął się do mnie ciepło, kciukami ocierając łzy z moich mokrych już policzków. - Podziwiałem cię. Imponował mi sposób, w jaki poruszasz swoim ciałem. Twoje umiejętności były na wysokim poziomie, w sumie to dalej są.
- Przestań, nie jestem taki dobry. - uniosłem jeden kącik ust i pociągnąłem nosem. Czułem, jak robi mi się gorąco pod wpływem komplementów z jego strony, co pewnie było widać na mojej twarzy, która musiała być już calutka czerwona.
- Jesteś, widziałem cię na koncercie. - powiedział ciepłym tonem, a uśmiech nie schodził z jego ust. - Wiesz dlaczego zawsze znikałem? Bo się bałem. Dlaczego się z tobą nie umówiłem? Bo się bałem. To wszystko przez głupi strach, który ty też odczuwasz.
- Dziwisz mi się? Zostałem oszukany przez przyjaciół i kogoś, na kim zaczęło mi zależeć. - no i kolejna rzecz, której będę żałował. Nie powinienem mówić mu o tym, co do niego czuję, bo weźmie mnie za idiotę, choć w sumie wszystko się zgadza. Jestem największym idiotą, który stąpa po Ziemi, gdyż dałem się wplątać w coś takiego.
Hansol nic na to nie odpowiedział, co trochę mnie zaniepokoiło. Po chwili poczułem jego wargi na swoich, co wywołało przyjemne mrowienie w moim żołądku. Mimowolnie zamknąłem oczy i oddałem się temu uczuciu, obejmując chłopaka w pasie, aby przyciągnąć go jeszcze bliżej.
Staliśmy tak na środku chodnika, mając gdzieś wszystko inne, co nas otaczało. W tym momencie słowa były zbędne, bo czegokolwiek byśmy nie powiedzieli to i tak nie będzie miało to najmniejszego sensu, więc łatwiej przejść do czynów, które są takie cudowne dla nas obu.

Nie mam pojęcia ile już minęło od tamtego dnia, ale wiem jedno - jestem teraz szczęśliwy.Dlaczego?
Stoję na wielkiej scenie i czekam na to, aż włączy się muzyka. Ostatnie odliczanie przed zapaleniem świateł. Do moich uszu dobiega hałas, którego źródłem jest widownia, przez co bicie mojego serca przyspiesza. Ostatnie spojrzenie w prawo, gdzie stoją moi przyjaciele i on - Hansol. Wszyscy trzymają za mnie kciuki, a świadomość tego napawa mnie radością, która jest w stanie rozsadzić mnie od środka.
Trzy... Dwa... Jeden...
Występ się zaczyna, a moja historia się kończy.

1 komentarz:

oujiko pisze...

nie spodziewałam się czegoś takiego. zaskoczyłaś mnie, ale od razu mówię, że pozytywnie. powtarzam się, ale bardzo fajnie się czytało. czekam na kolejne ff z tym paringiem. życzę dużodużodużo weny :)