Żyję złudzeniami, moje szczęście też jest złudne. Robię sobie nadzieję na coś, czegoś naprawdę nie ma, co nie istnieje. To kolejny powód do przeprosin. A najbardziej chcę przeprosić Ciebie, hyung – będziesz wiedział, że to właśnie o Ciebie chodzi, bo tylko do Ciebie czuję coś takiego. Ty o tym wiesz, i wszyscy inni też o tym wiedzą. I ja… to nie miało tak wyjść. Żałuję, że nie umiałem tego ukryć. Nie wiem na co liczyłem. Chciałem tylko coś dla Ciebie znaczyć. Wiesz, jak bardzo Cię kocham? Lubię na Ciebie patrzeć, nawet z ukrycia. Jak się uśmiechasz i żartujesz z innymi. Jak przytulasz innych hyungów… wtedy tak cholernie im zazdroszczę, wiesz? Gdy z Tobą rozmawiam często nie wiem co powiedzieć, ale za to z chęcią słucham tego co ty mówisz, bo nawet najbłahsze rzeczy wydają się ciekawe, gdy ty o nich opowiadasz. Ale zdarza się, że płaczę po nocach, bo wiem, że ty, mimo wszystko nie czujesz tego co ja, i to właśnie boli najbardziej. Nie mogę Cię za to winić. Mogę winić tylko i wyłącznie samego siebie.
Czasami żałuję, że jestem jaki jestem i chciałbym być kimś innym. Kimkolwiek innym. Chciałbym być pewny siebie i niczym się nie przejmować. Chciałbym nie czuć się taki samotny. Chciałbym być kimś lepszym. Ale to bez znaczenia, czego bym chciał, prawda? I tak niczego nie zmienię, po prostu muszę przyzwyczaić się do tego, że jest jak jest. Co teraz zamierzam zrobić? Odejść. I nie, nie myślcie, że się zabiję, bo jak często mi powtarzaliście – samobójcy to tchórze, prawda? A ja nie chcę być tchórzem. Teraz po prostu zamierzam odsunąć się w cień i pozwolić, byście o mnie zapomnieli. Wiem, że zdaniem niektórych, jestem tylko dzieciakiem, który ma swoje humory, ale ostatnio brak mi tego ciepła, brakuje mi k o g o ś. To wszystko musi brzmieć żałośnie i nieskładnie – ale to tylko kolejna z moich licznych wad. I nie chcę, żeby było wam przeze mnie smutno – chcę, żebyście byli szczęśliwi, jak zawsze. Wydaje mi się, że nie trudno będzie o mnie zapomnieć… i pamiętajcie, że bardzo, bardzo was kocham
Przepraszam,
Jungkook"
Biegłem ile sił w nogach, chcąc go dogonić. Wiatr rozwiewał moje włosy, a łzy spływały po zaczerwienionych policzkach. Nie mam pojęcia skąd wiedziałem, gdzie miał zamiar pójść, lecz tak po prostu było. Stary dworzec kolejowy, to tam Jungkook przesiadywał, kiedy było mu źle. Wstyd się przyznać, ale czasami śledziłem go, bojąc się, że coś mu strzeli do głowy. Martwiłem się, tak samo jak reszta. Widzieliśmy, że coś jest nie tak, jednak żaden z nas nie odważył się z nim o tym porozmawiać. Może to był błąd? Zawaliliśmy na całej linii. Byliśmy przyjaciółmi... Nie, to za mało. Byliśmy rodziną. Jedną, wielką, dziwną i pokręconą rodziną. Choć może jednak nie, skoro pozwoliliśmy, aby młody czuł się tak samotny? To nasza wina. Nie, to moja wina. Wiedziałem, co do mnie czuje. Widziałem to w jego oczach. Sposób w jaki na mnie patrzył sprawiał, że moje serce biło mocniej. A ja? Jestem idiotą i tchórzem. Wolałem być dla niego oschły z myślą, że tak będzie lepiej i co? Nie jest lepiej, wręcz przeciwnie. Czytając list, który nam zostawił czułem, jak moja dusza pęka na milion kawałeczków i opuszcza moje ciało w postaci słonych kropel wypływających z oczu. To bolało, tak bardzo bolało.
Po kilkunastu minutach ciągłego biegu w końcu trafiłem na to miejsce. Rozejrzałem się wokół i spostrzegłem Jungkooka siedzącego na murku plecami do mnie. Momentalnie znieruchomiałem, niezdolny do zrobienia czegokolwiek. Przełknąłem ślinę, czując jak zasycha mi w gardle. Czy będę w stanie cokolwiek powiedzieć? Muszę spróbować nim będzie za późno.
- Yah! - wrzasnąłem, kiedy odzyskałem władzę nad swoim ciałem. Łzy coraz szybciej napływały mi do oczu, przez co obraz był rozmazany. Nie wiedziałem nawet, czy chłopiec zareagował na moje wołanie. - Naprawdę tego chcesz?!
- Hyung? - do moich uszu cudem trafił jego szept przepełniony smutkiem. Moje serce na moment przestało bić, a dłonie zaczęły się trząść.
- Chcesz nas zostawić?! Swoją rodzinę?! Tak, jesteśmy rodziną! Tak, zawaliliśmy! - wykrzyczałem. To zabawne. Za zwyczaj nie pokazywałem uczuć, byłem cichy. A teraz? Nie umiałem już sie hamować, a może nie chciałem? Nie wiem. Chciałem tylko jednego.
- Odejdź. - i w tym momencie mój świat całkowicie się zawalił. Nie wytrzymałem. Zebrałem w sobie wszystkie siły i podbiegłem do niego, wtulając się w jego plecy. Schowałem twarz w zagłębieniu jego szyi, mocząc łzami czarną bluzę chłopca. Łkałem cicho, a w uszach dzwoniło mi tylko jedno słowo.
'Jungkook'.
- Zostań, proszę... - szepnąłem, pociągając nosem. - Potrzebujemy cię.
Poczułem, jak młodszy zaczyna się trząść. Było zimno, a silny wiatr wcale nie pomagał. Z trudem oderwałem się od chłopca i chwyciłem go za rękę, zmuszając do wstania. Spojrzałem na jego twarz lśniącą od łez. Płakał i to pewnie długo. Wytarłem kciukami mokre policzki Jungkooka i ponownie wtuliłem się w niego, próbując go w ten sposób choć trochę ogrzać. Sam czułem chłod, ale nie wynikało to z temperatury powietrza. Chłopak nie odwzajemnił uścisku, co było dla mnie bardziej bolesne niż cokolwiek innego na tym świecie. Już wiedziałem, co czuł. W tym momencie nienawidziłem siebie za to, że byłem... Nie. Nienawidziłem się za to, że mnie nie było, przy nim. Potrzebował tego, a ja zawaliłem. Oderwałem się od niego i chwyciłem jego dłonie, patrząc mu głęboko w oczy, które straciły swój młodzieńczy blask. Co mam zrobić, żeby wrócił? Powiedzcie mi, proszę.
- To moja wina. Nie powinienem był pozwolić na to, abyś tak cierpiał. Nie powinienem był pozwolić, abyś nawet pomyślał o odejściu. - szepnąłem. - Jungkook... Przepraszam.
Zbliżyłem się do niego, spoglądając raz w jego oczy, raz na jego drżącą dolną wargę. Nawet nie wiecie ile siły musiałem włożyć w zmuszenie się do tego kroku. Miałem wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi.
Pocałowałem go.
Nareszcie.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
List Jungkooka - Cassie
Reszta - Ki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz