Kolejne, prawdę mówiąc dopiero drugie spotkanie z fanami i znów to samo. Co mam na myśli? To, że MÓJ chłopak bawi się w fanservice z INNYMI członkami ToppDogg, kiedy powinien to robić tylko i wyłącznie ze MNĄ. Nie, nie jestem zazdrosny, tylko to trochę nie w porządku wobec.. fanów, tak! Hansol robi im sieczkę z mózgu, tuląc się do Xero, przez co wszyscy myślą, że to ONI są razem, a to przecież nieprawda!
Em, nieważne. Staram się o tym nie myśleć i robić to, co powinienem, czyli uśmiechać się i podpisywać płyty podsuwane mi pod nos przez fanów. Od tego ciąłego machania markerem aż rozbolał mnie nadgarstek, ale to nic. To przecież mój obowiązek jako idola, przecież na to pracowałem latami i w pocie czoła. To nie tak, że mi to nie pasowało, bo było inaczej. Byłem wdzięczny za wszystko ludziom, którzy nas wspierali przez ten czas i zrobiłbym wszystko, aby się im odwdzięczyć, tylko to trochę trudne, kiedy MÓJ CHŁOPAK JEST DOTYKANY PRZEZ KOGOŚ KTO NIE JEST MNĄ.
Wiedziałem, że patrzenie na Hansola i Xero bawiących się w najlepsze mi w niczym nie pomoże, a tylko rozzłości jeszcze bardziej, ale moje oczy mimowolnie wędrowały w ich stronę. To samo było na pierwszym spotkaniu, kiedy ten idiota czulił się do Kidoh i Hojoona, kompletnie mnie olewając. Co wtedy zrobiłem? Nic. Byłem zbyt zły, żeby powiedzieć cokolwiek na ten temat, więc postanowiłem udawać, że tego nie widziałem. Tym sposobem uniknąłem też docinek ze strony moich kolegów, którzy pewnie zaczęliby stroić sobie ze mnie żarty, co mogłoby się wydawać dość zabawne, ale nie dla mnie.
Tym razem Hansol przeginął, był stanowczo za blisko! To wyglądało jakby całowali się w policzek za każdym razem, jak sobie szepczą do ucha! Ciekawe co było tak interesującym tematem do rozmów, aby się aż tak w to wczuwać! Ugh, zaczynam wariować. Spokojnie, Byungjoo, oddychaj.
Kiedy w końcu wszyscy się rozeszli to jako pierwszy wstałem ze swojego miejsca i wyszedłem. Nie mogłem już wytrzymać tej atmosfery, więc postanowiłem ulotnić się stamtąd najszybciej jak się tylko dało. Wśiadłem do jednego z czarnych vanów stojących przed budynkiem i modliłem się do wszystkich bóstw tego świata o to, aby Hansol nie wsiadł do tego samego co ja. W tym właśnie momencie uświadomiłem sobie, że nie ma takiej instytucji jak 'bóstwo'. Do samochodu weszło sześć osób, a jedną z nich był nie kto inny niż mój chłopak, który jak tylko mnie zobaczył to usiadł obok i wtulił się w moją klatkę piersiową. Tak bardzo chciałem go odepchnąć, ale jego wrodzona słodkość mi na to nie pozwoliła. Zasłużył na piekło, naprawdę.
Przez całą drogę patrzyłem przez okno. To było bardzo interesujące zajęcie, w dodatku nie musiałem brać udziału w kolejnej bezsensownej rozmowie moich kolegów. Nie żebym ich nie lubił, bo było inaczej, ale czasami czułem się taki... inny. Byłem spokojniejszy i interesowałem się innymi rzeczami, więc po prostu unikałem konwersacji typu 'co by tu zrobić na złość pracownikom wytwórni', czy jak to oni tam określili. Kierowałem się innymi kategoriami, dlatego wolałem siedzieć cicho. Całe 40 minut jazdy Hansol wtulał się w moje ciało, nawet mimo moich warknięć, bo miażdżył mi żebra. Był takim dzieciakiem, że aż dziw, że był ode mnie starszy. Jeszcze nigdy nie nazwałem go per hyung i nie zamierzam. Nie kiedy robi te swoje minki i się pieści. Kiedy dotykałem go 'inaczej' to czułem się jak pedofil, coś nienormalnego. I jak ja mam kiedykolwiek z nim... Nieważne. Całowanie to co innego, choć jakby się nad tym zastanowić to nie robiliśmy tego 'jak pary zwykły robić'. Były to tylko urocze całusy w policzek, raz do roku w usta. Nie żeby mi to nie pasowało, bo to było bardzo miłe, no ale mam 19 lat, hormony buzują i takie tam...
Kiedy wyszliśmy z vana to skorzystałem z okazji i szybko pobiegłem do dormu. Zdjąłem kurtkę i buty, po czym wbiegłem do łazienki i przekręciłem kluczyk. Tego mi teraz trzeba - chwili spokoju, którą mogę mieć tylko i wyłącznie tutaj. Zrzuciłem z siebie ubrania i wrzuciłem je do kosza na pranie, po czym wszedłem pod prysznic, odkręcając kurek z niebieskim kółeczkiem.
Zamknąłem oczy i oddychałem głęboko, czując jak zimne krople wody spływają po moim ciele, kończąc swoją drogę na białej powierzchni. Jakie to było uspokajające... Stałbym tak dalej, gdyby dźwięk otwieranych drzwi nie wyrwał mnie z transu. Co do cholery?! Przecież zamknąłem je na klucz!
- Yah! Zajęte! - wrzasnąłem, jednak nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, tylko usłyszałem chichot. Ten chichot, który znałem aż za dobrze. Zabiję go, przysięgam! - Hansol, wyjdź!
I znów nic. Dżwięk sprzączki od paska uderzającej o płytki sprawił, że po plecach przeszedł mi dreszcz. Co ten idiota knuje? Chyba nie chcę wiedzieć. Po chwili chłopak jak gdyby nic wszedł pod prysznic, stając przede mną tak jak go matka natura stworzyła, bo przecież Boga nie ma. I znów ten uśmieszek, ugh, czy mogę go uderzyć? Proszę, tylko raz.
Hansol kompletnie zignorował moją obecność i sięgnął po szampon, po czym wylał chyba pół butelki na moją głowę. Przewróciłem oczami z westchniem i dałem mu umyć swoje włosy, bo wszelki opór w tym przypadku nie zdałby się na nic. Opuściłem powieki i czekałem aż skończy. Poczułem jego dotyk na swojej szyi, potem klatce piersiowej, biodrach i nagle moje plecy zetknęły się z zimnymi kafelkami, a moje usta z ustami chłopaka. Mruknąłem zaskoczony i odepchnąłem go od siebie. - Co do cholery?!
- Stęskniłem się. - odparł tym swoim przesłodzonym głosikiem, mrugając uroczo. Jezu, jak ja go za to nienawidzę! Sprawia, że mam ochotę się rozpłakać i przeprosić za to, że się na niego wydarłem. Nie, nie tym razem!
- Nie wydaje mi się. - warknąłem, patrząc na niego surowym wzrokiem. - Mały występ z Xero na spotkaniu z fanami zdawał się rekompnesować ci to, że siedziałem dalej.
- Byungjoo-ssi, czy ty jesteś zazdrosny? - za ten cholerny chichot należy mu się kopniak w twarz, naprawdę. Hansol zbliżył swoją twarz do mojej i przyjrzał się uważnie. - Jesteś aż czerwony.
- A jaki mam być, niebieski?! - pisnąłem, odpychając go od siebie. - Wdarłeś mi się pod prysznic! Czy ty nie znasz słowa P R Y W A T N O Ś Ć?!
- Oj nie nerwuj się tak, yeobo. - trzymajcie mnie, bo zaraz go zatłukę! Hansol wtulił się w mój tors i zaczął składać lekkie pocałunki na linii mojej szczęki, przez co poczułem dziwne mrowienie w podbrzuszu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robił, więc czemu teraz? Co za... Eh.
Naprawdę nie wiem, dlaczego dałem się wplątać w to wszystko. Byłem pewien tylko jednego - nie ważne jak bardzo wyprowadzał mnie z równowagi, bo kochałem go najmocniej na świecie. To mogłoby się wydawać chore... Nie, to JEST chore, ale prawdziwe. Jeden z plusów jak i główny minus bycia w ToppDogg - mój chłopak, Kim Hansol.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz