sobota, 4 stycznia 2014

Kinds of Sugar (nieskończone)

Ogień i woda- dwa żywioły, które zawsze ze sobą walczą.
Zawsze.  
Od początku były nastawione przeciwko sobie. Ogień sprawia, że woda wyparowuje, znika. Woda gasi ogień, który znika, oba znikają. Zawsze, w tym samym momencie. Niszczą siebie nawzajem, bo muszą. Może one nie chcą? Nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Robią to, co powinny, co ktoś im nakazał. Są niewolnikami, oba. Opisywane jako przeciwstawne, jednak tyle je łączy.
Co to jest ogień?
Ogień jest gniewem, gwałtownością. Wywołany przez małą iskrę jest w stanie zniszczyć wszystko na swojej drodze. Rozprzestrzenia się bardzo szybko, nie patrząc za siebie. Jednak daje ciepło, którego każdy pragnie.
Czym jest woda?
Woda jest spokojem, bez którego nie ma życia.  Zazwyczaj łagodna, jednak kiedy się wścieknie to potrafi nieść spustoszenie. Wystarczy jedna fala. Nikt nie zdoła uciec przed jej gniewem, będzie dławił się jej błogością.
Co jeśli się zbuntują i połączą? Co jeśli coś ich połączy?

Ogień i woda żyją pośród ludzi, lecz nie w tej postaci, o której zwykło się mawiać. Przez wieki nauczyły się ukrywać. Znudziło im się pomaganie człowiekowi, zbuntowały się. Jednak nie przestały walczyć ze sobą nawzajem. Zazwyczaj trzymają się z dala, jednak gdy jakimś cudem się spotkają to ... To co?

Wiedział, że go obserwuje na każdym kroku. Czuł na sobie jego wzrok na każdej przerwie. Na korytarzu, w stołówce, przed szkołą - zawsze i wszędzie. Nie czuł się z tym dobrze, ale nie mógł nic na to poradzić. Sam robił to samo. Cóż, nie miał innego wyboru. Taka była jego rola. Taka była ICH rola. Obserwowanie siebie nawzajem było dobrym sposobem na poznanie wroga. Byli wrogami, jak ogień i woda. Wiedzieli o tym, kim są i o tym, co ich czeka za pewien czas.
Z każdym dniem coraz bliżej.
Już niedługo.
- Jimin-ah! Za chwilę dzwonek! - krzyknął entuzjastycznie chłopak z blond grzywką opadającą na czoło. Uśmiechał się od ucha do ucha, co wyglądało bardziej jak zaciskanie zębów w akcie gniewu czy irytacji. Patrząc na jego uśmiech ciężko było stwierdzić, czy jest radosny czy zły. Taka zagadka dnia, okazja do ćwiczenia szarych komórek.
- Nie bądź taki szczęśliwy, jest sprawdzian. - syknął jego kolega siedzący na murku przed szkołą z rękami w kieszeniach spodni od niezbyt wygodnego mundurku, do którego noszenia był zmuszony każdy uczeń. Zdmuchnął swoją brązową grzywkę z oczu i podniósł się. - Nic nie umiem.
-Przecież nie musisz, nikt z nas nie musi.- zaśmiał się zadowolony. Chłopiec zachowywał się jak dziecko, co do niego pasowało. Kiedy zapytasz się kogokolwiek w tej szkole o to, kto jest najbardziej uroczą osobą to odpowiedź za każdym razem będzie taka sama - Kim Taehyung. Swoim pozytywnym nastawieniem do życia przyciągał uwagę dziewcząt, jak i chłopców. Niestety był za dziecinny na to, aby to zauważyć. Nie można powiedzieć, że był głupi, gdyż jego poziom inteligencji był bardzo imponujący, ale nie pokazywał tego w sprawach tak przyziemnych.
- Wiem. - odparł Jimin, ruszając w stronę wejścia.
- Yah! Czekaj na mnie! - Taehyung krzyknął i pobiegł za nim. Wraz z zamknięciem drzwi rozległ się dzwonek na lekcje. Zrobiło się głośno, gdyż uczniowie przepychający się między sobą starali się dotrzeć do klasy przed przyjściem nauczyciela.

Czwarta lekcja.  Wszyscy skupiali się na pisaniu testu z matematyki, bo przecież równania kwadratowe to coś wybitnie interesującego. W powietrzu unosił się zapach potu studentów i rozbrzmiewało tykanie zegara wiszącego nad tablicą. Tik - tak, tik - tak. Czas mijał i mijał.
Jimin skończył już dawno i oddał kartkę. Zostało piętnaście minut lekcji, więc przeznaczył to na stukanie ołówkiem w ławkę, denerwując przy tym nauczycielkę, która co chwila zwracała mu uwagę. On tylko uśmiechał się uroczo i przepraszał, a kilka sekund później wracał do wykonywanej czynności. Po jakimś czasie pani profesor odpuściła załamując ręce. Student Park był nie do zniesienia. Zachowywał się jak szczeniak, typowy gimnazjalista, choć uczęszczał do szkoły średniej. Nie było dnia, w którym czegoś by nie zmalował wraz ze swoim przyjacielem. Ta dwójka była stałymi bywalcami w gabinecie dyrektora, mieli tam nawet swoje krzesła. Nikogo już nie dziwiły komunikaty podawane przez radiowęzeł informujące o tym, że Park Jimin i Kim Taehyung mają zgłosić się do sekretariatu. To już była norma, którą było również to, że zawsze uchodziło im to na sucho zważywszy na fakt, że blodnyn przynosił chwałę szkole przez udział w olimpiadach.
W pewnym momencie zadzwonił dzwonek. Uczniowie odłożyli długopisy i poderwali się z ławek, po czym ruszyli do wyjścia. Od razu zrobiło się głośno i tłoczno. Jimin zaśmiał się z tej sytuacji, grzecznie czekając aż zrobi się luźno, więc będzie mógł bez problemu opuścić salę. Nie lubił się przepychać pomiędzy ludźmi, w sumie to nawet nie mógł. Wolałby nie wiedzieć co by się stało, gdyby ktoś jakimś cudem poczuł specyficzną woń podobną do zapachu mokrego psa. Nie było to aż tak bardzo wyczuwalne, ale lepiej nie ryzykować.
- I jak ci poszło? - Jimin odwrócił się do Taehyunga, który stał za nim z szerokim uśmiechem na twarzy. Chłopak nie zdążył odpowiedzieć, gdyż nauczycielka wyprosiła ich z klasy. Jak widać spieszyła się na kawę do pokoju nauczycielskiego. Chłopcy przytaknęli i wyszli, nie chcąc użerać się z tą babą po raz kolejny.
- Ta kobieta chyba ma okres. - zaśmiał się brązowowłosy, szturchając kolegę łokciem w żebro.
- Codziennie przez dwa lata? Nie powinna była się wykrwawić? - odparł zdziwiony Taehyung, patrząc na Jimina jak na idiotę. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że to jego pytania były idiotyczne. Uczeń Park uderzył się otwartą dłonią w czoło, załamany głupotą swojego najlepszego przyjaciela. Powinien być już przyzwyczajony, w końcu znają się od dziecka. Od osiemnastu lat są nierozłączni - wychowywali się razem, jedli razem, nawet kąpali się razem. Mimo że było to im z góry narzucone to jakoś nie narzekali, w sumie nie mieli nawet takiej możliwości. Wiedzieli, że tak musi być.
- Czasami zastanawiam się, czemu właściwie się z tobą zadaję, Tae. - mruknął Jimin i zatrzymał się przy swojej szafce. Wyciągnął z kieszeni kluczyk i otworzył drzwiczki. Zajrzał do środka i westchnął, zdając sobie sprawę z tego, że zapomniał książki od historii. Po raz kolejny będzie musiał tłumaczyć się profesorowi i skończy się to jak zwykle, czyli uwagą w dzienniku za pyskowanie. Przecież nie mógł po prostu przeprosić i przyjąć minusa jak inni uczniowie, bo nie był jak inni uczniowie. I dobrze o tym wiedział.
Taehyung przyglądał się koledze uważnie. Od dłuższego czasu miał wrażenie, że jego przyjaciel jest przybity. TEN dzień był coraz bliżej i nic nie mogli na to poradzić. Blondynek nigdy nie zazdrościł mu tego, że został wybrańcem, choć przywileje wiążące się z posiadaniem tego tytułu były dość atrakcyjne. Jimin był szanowany i adorowany przez wszystkich w plemieniu. Musieli zadbać o jego przygotowanie do walki, nic więcej. Co jeśli przegra? Jeżeli nie zginie i powróci, to nie będzie miał życia. Tego Taehyung obawiał się najbardziej. Martwił się o Jimina i jako jedyny nie postrzegał go jako broni, którą chłopak nie chciał być. Wiedział jednak, jaka jest jego rola w plemieniu i nic nie mógł na to poradzić.
W pewnym momencie w powietrzu rozległy się piski dziewczyn, co mogło oznaczać tylko jedno. Zjawiali się i wywoływali histerię wśród uczennic tej szkoły, co nie było nowością. Cóż, taka natura.
Dwaj uczniowie kroczący środkiem korytarza i oblewający innych 'blaskiem swojej jasnej cery'. To oni byli szkolnymi pięknisiami, uwielbianymi przez wszystkich wyłącznie przez swój wygląd, gdyż mało kto miał zaszczyt z nimi rozmawiać. Nikt nie wiedział, jacy są i czy są tacy, jak ich opisują. Jeon Jungkook nie wyglądał na kogoś o wysokim mniemaniu o sobie. Był jeszcze dzieciakiem, jednak tak mądrym, że przeskoczył kilka klas i trafił tutaj, choć nie wiadomo do końca, jak to właściwie było. Ta wersja szybko rozniosła się po szkole i została przyjęta. Chłopak wyglądał dość niewinnie, a jego uśmiech sprawiał, że w damskiej części szkolnej społeczności budziły się swego rodzaju matczyne instynkty. Trzymał się swojego starszego kolegi, o którym była już mowa wcześniej. Min Yoongi, lepiej znany jako Suga. Najbardziej tajemnicza osoba w mieście. Nie było wiadomo skąd pochodzi, nikt nigdy nie widział jego rodziców ani rodzeństwa, jeżeli jakiekolwiek posiadał. Pojawiał się tylko w szkole i to niezbyt często. Poza nią nie można było go nigdzie spotkać, co było dość intrygujące. Krążyły różne plotki na jego temat, jedne bardziej lub mniej wiarygodne. Ktoś kiedyś mówił, że jest to syn szefa mafii, który wydał ojca i teraz jest objęty programem ochrony świadków. Idiotyzm.
Kiedy przechodzili blisko szafek, Jungkook spojrzał na Taehyunga i posłał mu lekki uśmiech. Znali się, gdyż uczęszczali na zajęcia dodatkowe z matematyki dla uczniów ponadprzeciętnych. Ba, siedzieli nawet razem w ławce! Tak, TaeTae był tym szczęśliwcem, który mógł ogrzewać się w blasku szkolnej gwiazdy, przez co co chwila słyszał docinki wypływające z ust jego przyjaciela. Nie obyło się bez nich nawet teraz.
- Yah, czy ty się ślinisz? - zaśmiał się Jimin, dźgając kolegę w policzek. - W sumie się nie dziwię, ten chłopiec jest śliczny. Chętnie bym go bzyknął.
- C-co?! - wrzasnął Taehyung, otwierając szeroko oczy. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Zamrugał kilka razy, starając się przetworzyć informacje. Kiedy w końcu do niego dotarło, jego spojrzenie stało się tak ostre, jakby miało spowodować natychmiastowy zgon. - Ty co?!
- Co co? Żartowałem przecież! Znam zasady. - jęknął Jimin, przewracając oczami. - Ale chyba ty ich nie znasz.
- Huh? Zasady? - blondynek spojrzał na swojego przyjaciela zaciekawiony tym, co ma do powiedzenia. Najprawdopodobniej będzie to coś wrednego, ewentualnie całkowicie bez sensu. Pan Park objął kolegę ramieniem i uśmiechnął się do niego szeroko, co nie wróżyło nic dobrego.
- Wiesz... Wampiry i wilkołaki się nie lubią. - szepnął mu na ucho, z trudem powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.

Miał rację. Te dwa gatunki były jak ogień i woda.

Zabrzmiał ostatni dzwonek i uczniowie zaczęli wybiegać z klas jak jakieś bydło, ciesząc się z rozpoczęcia długo oczekiwanego weekendu. Dwa dni spokoju, nareszcie. Zero nudnych lekcji, zero ględzenia znienawidzonych nauczycieli, zero stresu.
- Suga hyung! - krzyknął Jungkook, który starał się dogonić swojego kolegę wychodzącego z budynku. Chłopak zatrzymał się słysząc wołanie i odwrócił się, spoglądając na zdyszanego dzieciaka.
- Nie zostajesz na zajęciach? - zapytał, mrugając kilka razy, ukazując swoje zdziwienie. Był pewny, młodszy ma jeszcze dodatkową lekcję tak jak co tydzień.
- Aniyo. - Jungkook pokręcił przecząco głową i zbliżył się do Yoongiego, nachylając się nad jego uchem i szepnął.  - Przecież mamy polowanie.
- Ah, tak. - przytaknął Suga i zaczął iść, a małolat podreptał za nim, przez co wyglądał jak zagubiony szczeniak.
Starszy nie spieszył się zbytnio, szczerze mówiąc to mogłoby się wydawać, że nie chce mu się wracać do domu. Niechętnie przebywał wśród członków swojej 'rodziny'. Wolał spędzać czas sam, ewentualnie w towarzystwie Jungkooka, którego jako jedynego dopuścił do siebie, sam nie wiedział czemu. Można stwierdzić, że to z powodu chęci wygadania się komuś od czasu do czasu, opowiedzenia o swoich przemyśleniach na różne tematy. Yoongi był bardzo inteligentny, jednakże jego leniwa i cicha natura dobrze to ukrywały. Uważał, że tak jest lepiej, gdyż nie chciał rzucać się w oczy, co i tak miało miejsce. Miał to zakodowane w genach, miał przyciągać uwagę swoim wyglądem, co ułatwiało polowanie, co nie było jego ulubionym zajęciem. Nie robił tego z przyjemności, ale z przymusu, gdyż musiał jakoś żyć, a bez pożywienia to trochę trudne. Ograniczył się tylko do napadu na stacje krwiodawstwa, czy coś w tym stylu. Nie chciał zabijać ludzi, nie z powodu sympatii do nich czy litości, tylko z powodu wcześniej wspomnianego już lenistwa. Kradzież kilku pojemników z krwią było dużo łatwiejsze i zajmowało mniej czasu. Jeszcze jedną zaletą takiego działania było to, że nie narażał się wilkołakom. Łudził się, że to coś da, choć dobrze wiedział, że i tak nie uniknie ostatecznej walki, na którą jest skazany od urodzenia.
Jungkook przyglądał się mu uważnie podczas spaceru do domu. Czarne włosy i cera biała jak mleko to cechy charakterystyczne dla ich gatunku. Jedni wyglądali z tym lepiej, drudzy gorzej, jednak było w tym coś takiego, co przyciągało do nich ludzi jak światło ćmy. Nie rozumiał tego, ale nie chciał się nad tym zastanawiać. Był dość młody i nieświadomy wielu praw obowiązujących w tym chorym świecie. Dzisiaj miał udać się na pierwsze polowanie w swoim życiu, jednak nie był z tego jakoś specjalnie zadowolony. Z tego co usłyszał od hyunga to nic ekscytującego i chyba nieprzeznaczonego dla niego. Był jeszcze dzieckiem, jego opiekunowie nie zadbali o odpowiednie wychowanie, przez co teraz inni śmieją się z jego delikatności. Może dlatego uczepił się Sugi jak rzep u psiego ogona? Czuł się przy nim pewniej, ale zdawał sobie sprawę z tego, że żył jedynie w cieniu wybrańca, który miał przynieść chwałę klanowi i przerwać cykl niepowodzeń towarzyszący im od wieków. Do tej pory to wilkołaki wygrywały, choć przychodziło im to z trudem. Za zwycięzcę uważano tego, który na polu bitwy umarł drugi. Nie zdarzyło się jeszcze tak, aby któryś z nich przeżył.
- Na pewno chcesz tam dzisiaj iść? - zachrypnięty głos starszego przerwał panującą ciszę. Suga spojrzał na Jungkooka, który speszył się, gdyż został przyłapany na lustrowaniu wzrokiem swojego hyunga. Jego policzki pokryły się różem sprawiając, że chłopiec wyglądał jak porcelanowa lalka. Zaczął mamrotać coś pod nosem, nie wiedząc dokładnie co ma odpowiedzieć.
- Jeżeli nie chcesz, to nie idź. - powiedział Yoongi, a na jego ustach pojawił się nikły uśmiech. - Nie umrzesz z głodu, napatrzysz się tylko na coś, czego nie powinieneś widzieć. W sumie nikt nie powinien.
- Dziękuję, hyung .- młody rozpromienił się i odwzajemnił uśmiech.
- Nie dziękuj tylko wracaj do szkoły, może jeszcze zdążysz się z nim zoba...
- HYUNG!! - wrzask Jungkooka rozniósł się w powietrzu, płosząc ptaki siedzące na drzewach rosnących wzdłuż dróżki. Chłopak oblał się rumieńcem i uderzył kolegę w ramię, po czym zawrócił się i pobiegł w kierunku szkoły. Na szczęście nie zaszli daleko, więc pewnie zdąży przed nauczycielem.
- Wszyscy wiemy, ze go lubisz! - krzyknął za nim Yoongi, a po kilku sekundach uśmiech znikł z jego twarzy. - Co cię kiedyś zgubi...

Jimin siedział w swoim pokoju i odbijał piłeczkę tenisową o sufit. Lepszy pomysł na spędzenie czasu jeszcze nie pojawił się w jego nastoletnim mózgu, więc musiał zadowolić się tym. Nienawidził piątkowych popołudni,  gdyż straszliwie mu się nudziło bez Taehyunga, który zostawał na zajęciach dodatkowych. Nigdy nie wiedział, co ma wtedy ze sobą zrobić i kończyło się tak jak teraz, czyli na bezcelowym leżeniu na łóżku i warczeniu z niezadowolenia. Na zewnątrz było ponuro i zanosiło się na deszcz, więc nici z wyjścia, gdyż jakby nie zdążył do domu przed ulewą to znów musiałby kąpać się kilka razy, aby pozbyć się odoru mokrej sierści. Nie lubił biegać w ludzkiej formie, czuł się wtedy taki... Ograniczony? To chyba to. Był wilkołakiem i tylko to się dla niego liczyło. Miał jasno przedstawione to, co ma zrobić w trakcie swojego życia. Urodzić się, dorosnąć, przygotować do walki i wygrać -taki plan, choć był z góry skazany na porażkę. Nie miał osobowości wojownika, więc najprawdopodobniej polegnie jako pierwszy. Będąc szczerym to wcale mu to nie przeszkadzało, bo i tak umrze. Bez znaczenia zatem, czy to stanie się prędzej czy później.
Ma gdzieś, co się z nim stanie. Martwi się jednak tylko o jedno -o Taehyunga. Nie raz 'przypadkiem' słyszał rozmowę starszych, że to przez jego przyjaźń z blondynem chłopak nie jest w stanie skupić się na treningach. Był wtedy wściekły i kończyło się na tym, że kilka drzew zostało zmasakrowanych. Najpierw kazali im przebywać ze sobą non stop, a potem mówią takie rzeczy?! Niedorzeczność. Cóż, to wszystko było niedorzeczne, cały ten zasrany świat.
Nagle w powietrzu rozległo się pukanie. Jiminowi nie chciało się wstawać i otwierać drzwi, więc warknął tylko 'proszę'. Do pomieszczenia wszedł wysoki chłopak wyglądający jak skrzyżowanie Azjaty i Afroamerykanina. Kim Namjoon był odpowiedzialny za treningi wybrańca, co nie należało do łatwych zadań. Wymagało to dużo poświęcenia i wytrwałości, a ten człowiek wydawał się być oazą spokoju. Miał zaledwie 19 lat, jednak myślał innymi kategoriami niż jego rówieśnicy. Nie uczęszczał do normalnej szkoły, choć bardzo tego chciał. Był wszechstronnie utalentowany, jednak dla starszyzny znaczyło to tyle co nic. Nie wybrał swojego losu, jednak nie miał prawa z tym dyskutować, bo przypłaciłby za to głową.
- O co chodzi, sunbaenim? - Jimin spojrzał na niego zaciekawiony. Nie miał pojęcia, czemu jego sunbaenim postanowił go odwiedzić. Musiało być to coś poważnego, gdyż nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Chłopak  wysilił się na podniesienie się do pozycji siedzącej. Darzył Namjoona ogromnym szacunkiem za to, że pomimo jego szczeniackiego zachowania ten dalej ma cierpliwość do trenowania go. Tylko ze względu na niego Jimin zaczął się przykładać. Wiedział, że sunbaenim obrywa za niego, więc tyle mógł dla niego zrobić. Czuł się z tym źle, gdyż to nie była jego wina. To była niczyja wina, choć jest coś, kogo można obwiniać za to wszystko. Świat i prawa, które nim rządzą. Ten kto wymyślił to wszystko musiał silnie się znarkotyzować albo mieć niesamowite poczucie humoru.
- Od razu mówię, że ci się to nie spodoba... - zaczął Namjoon, siadając na łóżku obok chłopca. Schował twarz w dłonie, co nie wróżyło nic dobrego. - Jimin-ssi...
- Tak, sunbaenim? - młodszy zaniepokoił się i położył mu dłoń na ramieniu. - Co jest?
- Ten dzień jest już blisko i pora na ostatni etap treningu. Wiesz, co to jest? - starszy spojrzał na Jimina, a w jego oczach pojawiły się łzy, które szybko spłynęły po policzkach. Chłopiec pokręcił przecząco głową.
- Nie, sunbaenim.
- Musisz pokazać, jak silny się stałeś. Wiesz w jaki sposób?
- Tego też nie wiem.
- Musisz... głos Namjoona załamywał się, a jego dłonie zaczęły się trząść. Zdążył tylko dokończyć zdanie i wybiegł z pokoju, zostawiając Jimina w głębokim szoku.
To, co usłyszał obijało mu się o uszy jak najokropniejszy dźwięk dzwonu kościelnego. Chłopiec opadł na kolana i wgapił się w jeden punkt na ścianie, którym było zdjęcie oprawione w własnoręcznie zrobioną ramkę. Łzy zaczęły spływać strumieniami po zaróżowionych policzkach, kończąc swoją drogę na drewnianej podłodze. Cisza panująca w pomieszczeniu była męczarnią przerywaną odgłosem bijącego serca, które pękało. Te cztery słowa zdążyły się wyryć na jego powierzchni, co bolało jak cięcie scyzorykiem. Cztery słowa przepełnione bólem. Tylko cztery, jednak tak okrutne. Były jak kula, która burzyła mury budowane latami. Cztery słowa, które zrównały z ziemią cały świat Jimina.

"Musisz zabić swojego przyjaciela."


~*~

- Przepraszam za spóźnienie, seonsaengnim. - Jungkook ukłonił się przed kobietą stojącą przy tablicy i czekał na jej reakcję. Spóźnił się jakieś pięć minut na zajęcia, ale i tak był na siebie zły, cholerny perfekcjonista. Mimo tego, że wiedział o tym, że nic się nie stanie jeżeli nie przyjdzie na czas to i tak myślał, że zostanie za to skrzyczany. Nauczycielka tylko uśmiechnęła się do niego i kiwnęła głową dając mu do zrozumienia, że to nic takiego. Chłopiec westchnął z ulgą i zajął swoje miejsce przy starszym koledze, który podsunął młodszemu notatki. Jungkook spojrzał na uśmiechającego się lekko do niego Taehyunga i poczuł, jak krew napływa do jego bladych policzków. Za każdym razem jak widział uśmiech swojego domniemanego wroga, reagował w taki sam sposób, czyli oblewał się rumieńcem i zapominał języka w ustach. Sam nie wiedział, czemu tak jest. Nie miał doświadczenia w tych sprawach, a kiedy Suga zaczynał ten temat to ten zaczynał wrzeszczeć, że słuchanie o tym jest krępujące. Yoongi zawsze musiał mówić to tak dobitnie i podawać różne, dziwne przykłady. Ten chłopak wydawał się mieć dwie osobowości, z których jedna ujawniała się bardzo rzadko i tylko przy Jungkooku.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawe.... When next?

Unknown pisze...

Bardzo mi się spodobało,i czekam na kolejną część.

Unknown pisze...

Za dwadzieścia trzy dni będzie rok 2016 :') Dokończ to ;^; Pls!!