sobota, 4 stycznia 2014

I would.

Jungkook osunął się po ścianie na podłogę, pozwalając łzom wypłynąć. Dalej wpatrywał się w kawałek papieru, który trzymał w dłoniach. Pomimo zamazanego obrazu, widział każde słowo, każdą literę, każdy najmniejszy znak, który tkwił mu teraz w głowie. Zdążył już to przeczytać setki razy i nie zanosiło się na to, że ma przestać. Po raz kolejny wpatrywał się w tekst, po cichutku wypowiadając kolejne słowa napisane niebieskim długopisem.
"Jungkook-ah...
Na pewno zastanawiasz się, co robi kawałek kartki w kieszeni Twojej ulubionej bluzy, prawda?  Znam Cię jak nikt inny, więc pewnie tak jest.
Miałeś rację, jestem tchórzem. Najprawdopodobniej największym tchórzem i idiotą, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Wszystko co powiedziałeś...
Pamiętasz co powiedziałeś, tak? Powiedziałeś, że powinienem wziąć się w garść i w końcu powiedzieć co czuję wobec osoby, o której Ci mówiłem. Bądź ze mnie dumny, bo zaraz to zrobię.
Jungkook-ah...
Wiesz jak okropnie się czuję, widząc jak któryś z hyungów Cię przytula? Kiedy może mieć Cię w swoich ramionach choć na chwilę? Wiesz jak bardzo jestem zły na siebie za to, że aż się we mnie gotuje, kiedy obdarzasz uśmiechem kogoś, kto nie jest mną? Czuję się tak cholernie zazdrosny i... smutny. Świadomość tego, że nie jestem dla Ciebie tak ważny, jakbym chciał mnie dobija, rozrywa od środka. Mam ochotę zamknąć sie w łazience i płakać całą noc. Nawet nie wiesz ile dałbym za to, byś wtedy do mnie przyszedł i pocieszył... Oczekuję zbyt wiele, prawda? Wiem o tym.
Wiem też o tym, co czujesz do jednego z naszych hyungów. Nie dziwię Ci się, Hoseok jest wspaniały
i na pewno będziesz przy nim szczęśliwy, ale...
Byłbyś szczęśliwszy ze mną, postarałbym się o to.
Obserwuję to, jak na niego patrzysz. Czemu nie patrzysz tak na mnie?
To jak go przytulasz... Czemu nie przytulasz tak mnie?
Czemu jestem tak nieważny...
Jestem idiotą, wyobrażam sobie za dużo.  Ja tylko...
Nie wiem...
Nie mogę już tak dłużej. Z każdym dniem moje serce pęka na mniejsze kawałeczki.
Odchodzę.
Przepraszam...
... Kocham Cię, Jungkook-ah.
 Twój Taehyung"

- Jungkook-ssi, co się stało? -  odezwał się Hoseok, który zauważył swojego dongsaeng siedzącego pod ścianą na korytarzu. Usiadł obok niego i chciał spojrzeć na kartkę, jednakże została ona szybko złożona i schowana do kieszeni bluzy.
- Huh? N-nic... - wydukał Jungkook, chowając twarz w dłoniach, aby hyung nie zauważył jego łez płynących strumieniami po bladych policzkach. Nie chciał, żeby ktokolwiek go zobaczył. Czemu wcześniej nie wpadł na to, żeby pójść do łazienki czy gdzie indziej, gdzie będzie mógł być sam? W sumie to teraz bez znaczenia. Ważniejsze było to, że Taehyung odchodzi, przez niego. Z tego wszystkiego chłopiec zaczął się trząść. Nagle poczuł, jak Hoseok go przytula, a chwilę potem usłyszał kroki. Uniósł główkę i zauważył, że z pokoju wyszedł V trzymający w ręku plecak. Jego mina mówiła sama za siebie. Był zraniony i to bardzo. W jego oczach nie było już tej radości, a na ustach nie gościł serdeczny uśmiech.
- Hyung... - szepnął Jungkook i odepchnął od siebie J-Hope'a, po czym zerwał się na równe nogi. Taehyung ruszył w jego stronę. Minął go, jak gdyby nigdy nic. Maknae poczuł chłód, przez co po plecach przeszły mu ciarki. Odwrócił się i ujrzał plecy swojego hyunga. Jego dolna warga zaczęła drżeć, a łzy znów zaczęły spływać strumieniami po jego policzkach.
- Yah! - wrzasnął, jednak Taehyung nie zareagował. Jungkook znów wydał z siebie wrzask i tym razem starszy zatrzymał się, lecz nie zamierzał spojrzeć na dzieciaka. Widok jego łez był dla niego chyba najbardziej bolesną rzeczą na świecie i nie chciał znów tego czuć. Wiedział, że... W sumie to nie wiedział już nic. W głowie miał kompletną pustkę, tak samo jak i w sercu. Przelał uczucia na papier i nie pozostało mu już nic. Chciał odejść, paląc za sobą wszystkie mosty, aby nie mieć możliwości powrotu, unikając tym cierpienia. Zacisnął pięści, próbując być twardym i nie rozkleić się. To nie było potrzebne, wylał już za dużo łez.
Hoseok przyglądał się całej tej sytuacji, nie wiedząc o co chodzi. Bał się jednak odezwać, gdyż miał wrażenie, że ta sprawa jest zbyt poważna. Nie chciał palnąć nic głupiego, jak to miał już w zwyczaju. Wpatrywał się w dwóch chłopców stojących na korytarzu Co powinien zrobić? Jak to się potoczy? Nie wiedział. Podniósł się i potrzedł do starszego z maknae line i położył mu dłoń na ramieniu, obracając go twarzą do siebie. Poczuł na sobie beznamiętne spojrzenie, które wywołało u niego dreszcze.
- Taehyung-ah, wybierasz się gdzieś? - zapytał stanowczym tonem, oczekując szybkiego wyjaśnienia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
V odwrócił wzrok, wbijając paznokcie w dłonie aż do krwi. Hoseok był ostatnią osobą, z którą chciałby teraz rozmawiać. Oczywiście nie winił go za to, że Jungkook darzy go głębszym uczuciem, jednak zazdrość robiła swoje. Nie mógł znieść tego, że wymieniali się ciepłymi spojrzeniami i uśmiechami. Nie był pewny, czy J-Hope też coś czuje wobec maknae, jednakże bardzo go to raniło.Jego hyung był atrakcyjny, utalentowany, zabawny i kochany, a on? Zawsze był tym dziwnym, za każdym razem.
- Wracam do domu. - odpowiedział cicho i chciał już iść, lecz uścisk na jego ramieniu wzmocnił się, nie pozwalając mu na to. Obrzucił kolegę oceniającym spojrzeniem z nadzieją, że to coś da. Pomylił się.
- Dobrze wiesz, że nie możesz. Mam ci przypomnieć o kontrakcie? - gdy te słowa dotarły do uszu Jungkooka, ten westchnął z ulgą. No tak, był kontrakt. Czemu wcześniej na to nie wpadł? Kamień spadł mu z serca. Uśmiechnął się sam do siebie. Po raz kolejny Hoseok okazuje się byc wspaniałym człowiekiem. Dlatego właśnie to jego wybrało to młodzieńcze serduszko.
- Co mi zrobią, jeżeli odejdę? Nic. - warknął Taehyung i strzepnął z ramienia dłoń J-Hope'a. Naprawdę nie obchodziło go to, co się z nim stanie. Mógłby nawet umrzeć, choć w sumie już powoli umierał psychicznie. Życie jest szczęściem, a jego szczęście znikło, więc już nie żyje.
- Jakie odejście, o czym ty mówisz? - nagle o ściany odbił się głos Jina, który wyszedł z kuchni. Usłyszał kawałek dziwnej rozmowy i zaniepokoił się. Postanowił więc sprawdzić, co się dzieje i zobaczył zapłakanego Jungkooka, a potem tamtych dwóch wymieniających się morderczymi spojrzeniami. Co tu się do cholery wyprawia?!
Po chwili zbiegła się reszta grupy i patrzyła na Hoseoka i Taehyunga czekając na to, co się stanie. Co się stało? Nic. Namjoon zabrał plecak należący do V i zaniósł go z powrotem do pokoju, a Suga postanowił wyciągnąć chłopaka na miasto, aby z nim porozmawiać. Czuł się jak ojciec rodziny, więc to był jego obowiązek.
Udali się do pizzerii i zamówili to co zwykli zamawiać zazwyczaj. Taehyung nie był głodny, szczerze mówiąc to był taki... Nijaki. Siedział przy stoliku ze spuszczoną głową i wpatrywał się w swoje zadrapane dłonie. Yoongi przeżuwał już trzeci kawałek pizzy, uważnie obserwując dongsaenga. Wyraźnie było widać, że coś jest nie tak.
- Taehyung-ah, co się dzieje? - zapytał, opluwając wszystko wokół sosem czosnkowym. Nie otrzymał odpowiedzi, więc ponowił pytanie. Znów zero reakcji. Postanowił nie przestawać z myślą, że coś tym osiągnie. Bez skutku. Po jakimś czasie, kiedy był już wkurzony zachowaniem młodszego, podniósł się i walnął pięścią w blat stołu.
- Weź się w garść, debilu! - wrzasnął, a wszystkie pary oczu obecne w lokalu przeniosły się na niego. Yoongi trochę się przestraszył i wyjął z kieszeni kilka banknotów, kładąc je przy talerzu. Podszedł do V i chwycił go za rękaw, wyciągając go z pizzerii na świeże powietrze. Postanowił go zabrać w jakieś ustronne miejsce, gdzie będą mogli spokojnie porozmawiać. O ile wrzaski i wymachiwanie mięściami na wszystkie strony świata można nazwać spokojną rozmową.
- A teraz gadaj co się dzieje, natychmiast!
- Nie twoja sprawa.
- Tak, moja!
- Pff, oczywiście. Zajmij się sobą.
- Taehyung-ah!
- Co?! Co mam ci powiedzieć?! - wrzasnął V, po raz pierwszy dzisiaj okazując jakiekolwiek emocje. - Że zakochałem się w Jungkooku?! Że moje serce pęka, bo on tego nie odwzajemnia?! Że chcę odejść i zapomnieć?! To chcesz usłyszeć?!
Suga stał jak wryty i tylko mrugał nerwowo, starając się przetworzyć informacje, które dotarły do jego niewielkiego móżdżku. Nie wiedział, że o to chodzi i zrobiło mu się smutno. Może był... Nie, na pewno był za ostry. Wyszeptał 'przepraszam' i zrobił dwa kroki na przód, przytulając roztrzęsionego Taehyunga, który wtulił się w hyunga i zaczął płakać. Nie mógł już udawać twardego, w środku był zagubionym dzieckiem potrzebującym choć odrobiny ciepła. Czy to było zbyt wiele, o ile mógł prosić? Jak widać tak.
- Nie płacz. - Yoongi poklepał chłopaka po plecach, czując jak jemu samemu w oczach formują się słone krople. Każdy członek Bangtan był dla niego ważny i nie chciał, żeby dochodziło do czegoś takiego. Od dłuższego czasu widział, jak V patrzy na Jungkooka, jednak nie chciał się wtrącać. Może powinien? Co by to dało? Nie miał pojęcia, ale możliwe, że byłoby jeszcze gorzej.
- Ja nie chcę odchodzić, hyung. Nie chcę też cierpieć. - wyłkał Taehyung, nie przestając wylewać łez w kurtkę starszego. To bolało, tak bardzo bolało.
If I could walk away as easily as you...

2 komentarze:

Miw~ pisze...

Poryczalam sie. Tyle w temacie. I'm done.

Anonimowy pisze...

Takie piękne... Uwielbiam te twoje krótsze opowiadania *^*