sobota, 4 stycznia 2014

You're mine or not? Part I.

Niedziela rano.
Po raz kolejny budzę się sam, choć w powietrzu dalej można wyczuć zapach jego perfum. Za każdym razem jest to samo - po wszystkim wychodzi, zostawiając mnie w pokoju. Nawet nie mam pojęcia o której znika, może nad ranem? Nie wiem i pewnie szybko się nie dowiem.
Nasza relacja nie należy do najzdrowszych. Cóż, chyba nie powinienem tego nazywać relacją. Po prostu od czasu do czasu się spotykamy i lądujemy w łóżku. Nie jestem pewien kiedy dokładnie się to zaczęło, ale trwa do dziś. Bar, taksówka, pokój w hotelu, powrót do rzeczywistości - tak to wygląda. Nie jestem z tego dumny, ale po kilku głębszych nie jestem w stanie o tym myśleć, a on owija mnie sobie wokół palca. Hipnotyzuje mnie swoim spojrzeniem, odurza zapachem, przejmuje dotykiem. Nim się obejrzę to już jestem przyciśnięty do ściany, a po kilku sekundach moje ubrania leżą porozrzucane na podłodze. On pode mną, a ja w nim.
Nie wiem o nim zbyt wiele. Tylko imię, które wywołuje u mnie dreszcze - Hansol. Jak już mówiłem - okoliczności naszego spotkania wypadły z mojej pamięci i raczej nie wrócą, gdyż każdą noc spędzoną z nim pamiętam jak przez mgłę, jednak dalej czuję na swoim ciele jego usta - z wyjątkiem ust.
Pieprzyliśmy się niezliczoną przeze mnie ilość razy, ale nigdy mnie nie pocałował, więc ja też tego nie robiłem. Nie przeszkadzało mi to, a raczej pasowało. Nie czułem się dzięki temu tak bardzo zeszmacony. Śmiesznie to brzmi, prawda?
Nie chcę ryzykować wstając, bo dobrze wiem w jakim stanie jest mój organizm. Po raz kolejny przesadziłem z alkoholem i najmniejszy ruch nasilał mój ból głowy, rozsadzający czaskę od środka. Leżę tak i zastanawiam się nad rzeczami, które nie powinny mnie interesować. Mianowicie o tym, co teraz robi Hansol. Mam dziwne przeczucie, że nie tylko ze mną się tak zabawia. Ktoś mi mówił, że robi to dla pieniędzy, jednak ja nigdy mu nie płacę. Sam kiedyś powiedział, że płacę mu swoim ciałem - choć nie jestem pewien, czy przypadkiem sobie tego nie wymyśliłem.
Czas mija i mija, a ja leżę dalej. Czas najwyższy wstać.
Wziąłem głęboki wdech i podniosłem się do pozycji siedzącej. O dziwo nie odczułem bólu, za co dziękuję Bogu z całego serca. Rozejrzałem się po pomieszczeniu w poszukiwaniu swoich ubrań, które leżały złożone na krześle. Uśmiechnąłem się sam do siebie - zawsze tak robił zanim wyszedł. Dziwny zwyczaj.
Postanowiłem wstać, zabrać swoje rzeczy i udać się do łazienki. Zimny prysznic był tym, czego teraz najbardziej potrzebowałem.

Tydzień później, sobota.
Naprawdę nie mam pojęcia czemu znów jestem w klubie. O 19.47 poczułem dziwne ukłucie, więc przebrałem się z dresów w czarne rurki i biały t-shirt z dekoltem w serek, zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wyszedłem z mieszkania. Klub, do którego zwykłem chodzić, był dwie ulice dalej, więc znalazłem się tam po 8 minutach spacerowania. Postanowiłem, że tym razem wstrzymam się z piciem i rozejrzę po sali wypełnionej ludźmi, których miałem głęboko gdzieś. Przedzierałem się przez tłum spoconych ciał i rozglądałem na wszystkie strony. Czyżbym kogoś szukał? Tak i chyba go znalazłem.
Był na środku parkietu i wił się do melodii odbijającej się od ścian. Uwielbiałem to, jak się ruszał - zwłaszcza pode mną. Zmierzwiłem swoje fioletowe włosy i ruszyłem w jego stronę. Stał do mnie plecami, więc objąłem go w pasie i przylgnąłem do niego, przez co czułem ciepło bijące od jego ciała.
- Tęskniłeś? - szepnąłem do jego ucha, przygryzając lekko jego płatek. Chłopak uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę, zarzucając swoje ręce na moją szyję. Cholera, nie miał na sobie soczewek, przez co wyglądał jeszcze lepiej. Nigdy ich nie lubiłem.
- Siebie o to zapytaj. - odparł wrednym tonem, jak zawsze. Uniosłem jeden kącik ust w cwaniackim uśmieszku i odepchnąłem go lekko od siebie, po czym złapałem jego dłonie i wyciągnąłem z parkietu. Stanęliśmy pod ścianą, do której tym razem to on został przyciśniety. Oparłem dłonie po obu stronach jego głowy i spojrzałem w jego błyszczące oczy pozbawione tego dziadostwa.
- Czemu zawsze znikasz? - zapytałem, przygryzając lekko wargę. Nie byłem do końca pewien, czy chcę usłyszeć odpowiedź, gdyż mogłem się. spodziewać wszystkiego. Patrzyłem wyczekująco na chłopaka, który uśmiechał się łobuziersko, przez co przewracało mi się w żołądku. Był cholernie ładny, ale nie przystojny. Aby zasłużyć na to miano musiałby trochę zmężnieć, w sumie mam to samo, a moje fioletowe włosy nie pomagają.
- Czemu o to pytasz? - mruknął piskliwym głosikiem, zarzucając dłonie na moją szyję, znowu. Czemu jego bliskość tak na mnie działa? W stanie upojenia alkoholowego jest to mniej silne niż teraz, cholera.
- Nie graj ze mną, tym razem się kontroluję. - syknąłem mu na ucho, przylegając do jego ciała, znowu. Zapach jego perfum był zbyt wyraźny, będę żałować, oj będę.
- Cieszę się z tego powodu, Byungjoo-ah. - jego chichot utkwił w moich uszach i nie chciał wyjść. Mogłem się domyślić, że nic mi nie powie, bo czemu miałby? Nie jesteśmy małżeństwem, nie musi się tłumaczyć, ale moja ciekawość rosła z każdą kolejną sekundą. Odsunąłem się od niego, aby móc popatrzeć na jego twarz. Spojrzałem na jego rozchylone usta, co było złym posunięciem, gdyż teraz powstrzymywałem się od pewnej rzeczy. Zagryzłem wargę i odwróciłem od niego wzrok, po czym odsunąłem się i schowałem dłonie w tylne kieszenie moich spodni. I znów usłyszałem jego chichot, jakie to denerwujące. Wredny uśmieszek pojawił się na jego ustach, co dostrzegłem kątem oka. Poczułem, że coś pcha mnie w jego stronę. Postawiłem krok naprzód i przyciągnąłem chłopaka, kładąc jedną dłoń na jego karku, a drugą ręką obejmując go w pasie. Po dwóch, może trzech sekundach pocałowałem go dość brutalnie. Mówiłem, że tym razem się kontroluję? W tym momencie nie, straciłem panowanie nad sobą, kompletnie. Korzystając z chwili, w której wargi Hansola są rozchylone, wślizgnąłem język do wnętrza jego ust. Cholera, to było zbyt... Było mi zbyt... Dobrze? Nie wiem, jak to opisać. On przyciśnięty do ściany, ja przyciśnięty do niego.
Po kilku minutach, kiedy wyczułem, że zaczyna mu się to podobać tak bardzo jak mi, postanowiłem się od niego oderwać, pozostawiając po sobie tak zwany niedosyt. On jest wredny, a ja nie moge? Mogę. Chłopak ciężko oddychał, patrząc na mnie w pół zamkniętymi oczami.
- Powiem ci dlaczego zawsze wracam. - sapnął, obejmując mnie za szyję. Stanął na palcach, aby móc dosięgnąć mojego ucha i dźwięcznym głosikiem wyśpiewał: "Myślę, że mogłem tobą oddychać. Czuję cię za moimi oczami. Dostałaś się do mojego krwiobiegu. Czuję jak krążysz we mnie."
Tym razem to on mnie pocałował, jednak w inny sposób niż ja. Delikatnie, ale z uczuciem kompletnie innym niż pożądanie. Zamknąłem oczy, oddając się całkowicie temu uczuciu.
Staliśmy tak może z dziesięć minut.

Niedziela rano, znów.
Bałem się otworzyć oczy, kiedy się obudziłem z głębokiego snu. Bałem się, że znów będzie to samo, że go nie zobaczę i zostanę sam w pokoju wypełnionym jego zapachem, który czułem już teraz. Nie chciałem, żeby go nie było, wręcz przeciwnie. Chciałem, aby był przy mnie, zawsze. Powiedział, że to ja krążę w jego żyłach. Co jeśli on też krąży w moich?  To głupie, wiem, ale tak właśnie się czuję. Śmieszne, spałem z nim kilka razy i boom! Wielka miłość. W sumie to nie wiem, czy to to i pewnie prędko się nie dowiem. W każdym razie tak mi jest dobrze.
Po kilku minutach rozmyślania postanowiłem zaryzykować i otworzyć oczy. Poczułem, jak moje serce przestaje bić na ułamek sekundy, po czym zaczyna łomotać jak oszalałe. A oto i on - Hansol pogrążony we śnie, leżący tuż obok mnie. Rozmazany makijaż, włosy w nieładzie, gęsia skórka na ramionach spowodowana niską temperaturą, a i tak jest piękny. I tylko mój.
Odgarnąłem kosmyki jego blond włosów opadające na jego oczy i uśmiechnąłem się lekko, widząc jego spokojną twarz. Wyglądał jak taki aniołek, przez co trudno mi było uwierzyć w to, co potrafi zrobić ze mną w łóżku. To tak, jakby miał dwie osobowości i ukrywał tę drugą uciekając ode mnie nad ranem. Gdybym wiedział, że za każdym razem po uniesieniu powiek przywita mnie taki obraz to przywiązywałbym go do łóżka. Cóż, gdybym sam nie był przywiąza... Nieważne.
Kiedy przypomnę sobie co robiliśmy tej nocy to momentalnie czuję, jak temperatura mojego ciała wzrasta, a uśmiech sam wkrada się na moje wargi. Tym razem było inaczej, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Było lepiej. Nie pieprzyliśmy się, tylko kochaliśmy, a pomiędzy tymi dwoma słowami jest różnica, przynajmniej dla mnie. Utwierdziłem się w przekonaniu co do wspaniałości jego ust, kiedy muskały moje. Najpiękniejszym momentem tej nocy było to, kiedy po wszystkim Hansol wtulił się w mój tors i pocałował mnie w policzek. Miałem wtedy ochotę krzyczeć z radości, tak po prostu. Byłem szczęśliwy i dalej jestem, ponieważ on jest obok.
- Idź spać, Byungjoo-ah, jest jeszcze wcześnie. - mruknął zaspanym głosem, a ja prawie spadłem z łóżka zaskoczony tym, że tak nagle się odezwał. Starałem się usokoić oddech i przeprosić za to, że najwyraźniej go obudziłem samym gapieniem się na niego, kiedy w głowie zaświeciła mi się żaróweczka.
- Skąd wiesz, że jeszcze wcześnie? - zapytałem, a raczej pisnąłem. Zachowywałem się jak debil, świetnie. Przestraszyłem się Hansola, a teraz mam głos jak kastrat. Podniosłem się do siadu, przyciągnąłem kolana do klatki piersiowej obejmując je rękoma i schowałem twarz, nie chcąc, aby Hansol dostrzegł jak bardzo byłem zawstydzony.
- Nie spałem dość długo, niedawno udało mi się zasnąć, więc zgaduję, że późno nie jest. -  zachichotał cicho i przeciągnął się leniwie na łóżku. Oparłem brodę na kolanie, aby móc spojrzeć na Hansola, którego twarz nijak nie pasowała do mięśni brzucha. Co to ma być? Zastanawiało mnei to od dość dawna. Nie mogłem sobie wyobrazić tego chłopaka na siłowni, nie z tą buźką.
- Oh... - nie wiedziałem, co powiedzieć. Wgapiałem się tylko w niego, jego anielską twarz i cudownie wyrzeźbione ciało. Znów poczułem, że coś popycha mnie w jego stronę. Działam na mnie jak magnes, narkotyk. Przysunąłem się do niego, przyciągnąłem kładąc rękę na jego karku i pocałowałem go czule.  Cóż, chyba Hansol się tego nie spodziewał, bo jęknął zaskoczony, jednak nie odsunął się, co napełniło moje serce szczęściem. Zerknąłem na niego kątem oka i dostrzegłem, że jego powieki są opuszczone, więc postanowiłem popchnąć chłopaka na łóżko. Usiadłem na nim okrakiem i otarłem się o niego sugestywnie, a ten otworzył usta, więc skorzystałem z tej okazji i wślizgnąłem swój język do środka, pieszcząć jego własny. Leżeliśmy tak i całowaliśmy się aż zabrakło nam powietrza.
- Cieszę się, że tym razem nie zniknąłeś. - wydyszałem, uśmiechając się.
- Też się cieszę. - to zdanie sprawiło, że zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Widząc, jak obdarza mnie swoim pięknym uśmiechem i przeczesuje moje włosy zaczynałem myśleć, że może on czuje to samo, ale szybko odgoniłem od siebie te myśli. Nie, nie chce się łudzić. Jest mi dobrze jak jest i mam nadzieję, że będzie to trwało jak najdłużej.
Położyłem się na plecach i przyciągnąłem Hansola tak, że leżał teraz na mnie. Pocałowałem go w czoło i zacząłem bawić się jego cudownie miękkimi włosami, a on przyglądał się mojej twarzy. To było piękne, mieć go przy sobie tak blisko.
- Powinniśmy iść gdzieś razem, na kawę albo coś. - powiedziałem z uśmiechem, a on spojrzał na mnie lekko zdziwiony, na co szybko zareagowałem. - No co?
- Chcesz się pokazać na mieście z kimś takim jak ja? - zapytał tym swoim uroczym głosikiem, patrząc na mnie z miną pięciolatka. Taki fakt o Hansolu: kiedy nie jest seksowny to jest ekstremalnie słodki. Naprawdę nie mogłem uwierzyć, że jest ode mnie starszy, czego dowiedziałem się dzisiaj.
- A dlaczego nie? - uniosłem jedną brew. - To chyba normalne.
- Nie dla mnie. - mruknął pod nosem i zszedł ze mnie, lądując obok, po czym wtulił się w moją klatkę piersiową. Wyglądał na przygnębionego, gdyż uśmiech zniknął z jego pięknej twarzyczki, co mnie zaniepokoiło. Od razu objąłem go ramieniem i przyciągnąłem bliżej. Czułem jego oddech na swojej szyi, co wywoływało u mnie przyjemny dreszcz przechodzący przez całe moje ciało.
- Było minęło, teraz jesteś ze mną. - powiedziałem radośnie, uśmiechając się od ucha do ucha, co pewnie wyglądało dość dziwnie, ale w tym momencie mnie to nie interesowało. Hansol uniósł główkę i spojrzał na moją twarz z tak uroczą miną, że miałem ochotę wyszczypać jego zaróżowione policzki. Jakim prawem musiał być tak uroczy? Kto mu na to pozwolił?
- Jestem? - zamrugał kilka razy, trzepocząc czarnymi rzęsami. W odpowiedzi pocałowałem go w nosek i przytuliłem go do siebie mocniej, obejmując go obiema rękami. Posłałem mu kolejny ciepły uśmiech, a on odwzajemnił ten mały gest, co znaczyło dla mnie tak wiele.
- Jeżeli się ze mną umówisz. - szepnąłem mu na ucho obniżonym głosem, po czym zaśmiałem się. Musiało to brzmieć okropnie kiczowato, ale miałem to gdzieś. Chciałem się z nim umówić, chciałem dowiedzieć się o nim więcej, chciałem być ciągle przy nim. To, że uprawiał seks dla pieniędzy mnie nie obchodziło. Tej nocy nie zniknął, więc może...

Brak komentarzy: