sobota, 4 stycznia 2014

More than friends.

- Hyosang-hyung! Dobrze cię widzieć! - krzyknął entuzjastycznie Jungkook, witając starszego kolegę w drzwiach. Starszy uśmiechnął się i wszedł do środka, rozglądając się wokół. Wszystkie wspomnienia zdawały się wracać na widok całego bałaganu panującego w tym miejscu, gdzie miał okazję mieszkać. Nie musiał prosić młodszego, aby zaprowadził go do sypialni chłopców, gdyż dobrze wiedział, gdzie ona się znajduje. Skierował swoje kroki w tamtą stronę i oparł się o framugę drzwi, patrząc na jego kolegów rozrzuconych po pomieszczeniu, robiących różne rzeczy, jak zawsze.
- A więc to tak spędza się dzień przed wigilią? - zaśmiał się na widok V bawiącego się plastikową zabawką Iron Mana. Doprawdy urocze, czyż nie? Chwilę potem dołączył do niego Jungkook i bawili się razem, wypinając języki w stronę starszego kolegi.
- Kidoh! Long time no see~ - Yoongi powitał chłopaka w ten sposób, gdyż nie bardzo chciało mu się wstać z łóżka i przywitać go w należyty sposób. Cóż, był zbyt leniwy nawet na pomachanie ręką, cały Suga. Najchętniej to by tylko spał, jadł i rapował. Jednak to czyniło go wyjątkowym, przynajmniej tak mu się zdawało.
- Nie szpanuj tak angielszczyzną, tłuku. - i kolejny śmiech wyrwał się z gardła Kidoh, który poczuł tęsknotę za dawnymi czasami, kiedy jeszcze był częścią Bangtan. To nie tak, że jest mu źle będąc w Topp Dogg, tylko tam jest inaczej, ale nie gorzej, po prostu inaczej. Sam nie wiedział, jak ma interpretować to uczucie, więc unikał rozmyślania o tym, gdyż uważał, że to lepsze wyjście.
- Co cię tu sprowadza? - zapytał chłodnym głosem Jin, nie odrywając wzroku od ekranu swojego telefonu. Nie raczył nawet spojrzeć na przyjaciela, co zdziwiło wszystkich obecnych w pokoju. Hyosang zagryzł wargę i spojrzał na chłopaka wielkimi oczami, przez co reszta myślała, że ten się lada moment rozpłacze. Cóż, zawsze tak wyglądał.
- Musimy pogadać, sami. - wyszeptał załamującym się głosem. Czyżby tym razem miały wypłynąć łzy? Cała siódemka wlepiła w chłopaka swój wzrok, a on - speszony tym wszystkim - spuścił głowę i wgapił się w czubki swoich butów.
- Nie wiem czy jest o czym gadać, Hyosang. - te słowa zabolały i to bardzo. Kidoh zacisnął dłonie w pięsci i przekroczył próg, podszedł do łóżka, na którym leżał Jin i złapał go za ubrania, podciągając do góry i wyprowadzając z pomieszczenia.
- Ubieraj się, wychodzimy na dwór. - syknął i puścił starszego, który patrzył na niego z niedowierzaniem, ale i strachem w oczach. Jin kiwnął tylko głową i założył na siebie kurtkę oraz buty, po czym obydwaj zniknęli za drzwiami.
- Kryzys w małżeństwie, hm? - zamrugał kilka razy Hoseok, jednak po chwili wybuchł głośnym śmiechem. - No wiecie hahahahha bo oni hahahha no ten hahhaha nie?
- Weź się już zamknij. - jękneli wszyscy chórem, a Suga wysilił się na ciśnięcie w kolegę poduszką. Wow, co za wyczyn!

A gdzie udali się nasi bohaterowie? Tam gdzie zawsze zwykli chodzić, czyli na dach budynku. Już nie raz zostali stamtąd wyrzuceni, nie raz ich telefony wylądowały na chodniku, roztrzaskując się na miliony kawałeczków, a oni dalej tam chodzili. To było niezwykłe miejsce tylko dla nich, bo tylko oni byli tak głupi, żeby mimo wszystkich ostrzeżeń tam włazić.
Kidoh wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze z płuc, a przed jego twarzą uformował się obłok pary. Miał tyle do powiedzenia, przez co wszystko wymieszało mu się w głowie i nie wiedział, od czego ma zacząć. Stracił całą odwagę i nie spojrzał na Jina stojącego kilka metrów za nim, który jak gdyby nigdy nic bawił się swoim telefonem, co stawało się coraz bardziej denerwujące. Hyosang policzył do trzech i odwrócił się, postawił kilka kroków naprzód i wyrwał urządzenie z rąk kolegi, po czym je najzwyczajniej w świecie wyrzucił. W powietrzu rozległ się cichy trzask sygnalizujący połamanie telefonu. I po problemie.
- Yah, co ty sobie wyobrażasz?! - wrzasnął Jin, opłakując stratę swojej komórki, którą dostał od PD po zepsuciu poprzedniej. Chłopak nie należał do ludzi z talentem do obsługiwania urządzeń elektronicznych i popsucie czegokolwiek nie było dla jego bliskich niczym nadzwyczajnym.
- Co TY sobie wyobrażasz?! - po raz pierwszy od dłuższego czasu Kidoh podniósł głos, a żeby do tego doprowadzić to trzeba nieźle przeskrobać. Należał do tych spokojniejszych, co było w pewien sposób przekleństwem, gdyż kiedy wszystko się uzbiera to nie jest za kolorowo, a on cierpi na tym najbardziej.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale wisisz mi nowy telefon.
- A ty mi wisisz wyjaśnienia.
- Jakie wyjaśnienia?
- Od kiedy najbardziej lubisz we mnie pieniądze? - no i zaczęło się. Jin spojrzał na swojego przyjaciela szeroko otwartymi oczami i otworzył usta, aby coś powiedzieć, jednak żadne słowa nie wypłynęły. Szczerze powiedziawszy to nie wiedział, co ma powiedzieć. Nikt chyba nie wspomniał, że Kim Seokjin nie był również zbyt bystry. Chwilę mu zajęło ułożenie zdania.
- Przecież to było dla żartów, o co się spinasz? - mruknął, cofając się kilka kroków do tyłu w obawie o to, że za pięć sekund dostanie w mordę, choć nigdy wcześniej Kidoh nie był na tyle agresywny, żeby kogoś pobić. Wolał raczej użyć broni słownej, jak na rapera przystało. Nikt oprócz Jina nie wie o tajemnym zeszyciku, w którym Hyosang dissuje wszystkich po kolei przy użyciu niewybrednych wulgaryzmów. W jego żyłach płynęła krew wymieszana z sarkazmem, co poradzić.
- Wiesz, to był marny żart. - prychnął Kidoh, spluwając na beton. Taki tik nerwowy, czy coś.
- Ty mi lepiej wytłumacz co z tym odgrywaniem kochających się przyjaciół na zawsze i innymi dziewczęcymi pierdółkami. - to zdanie z ust Jina nie brzmiało zabawnie ze względu na treść, ale dlatego, że to on - różowa księżniczka Bangtan - je wypowiedział. Kidoh spojrzał na niego z jedną brwią uniesioną do góry.
- To się nazywa prawdziwy żart, pięknisiu. - warknął. - I to nie boli tak bardzo jak ten twój. W ogóle to kiedy zaczęło ci to przeszkadzać?
- Kto powiedział, że nie boli? - szepnął pod nosem Jin, spuszczając głowę. - Mówisz o tym, jaki jestem dla ciebie ważny, że jesteśmy jednym, że mnie kochasz, a ja zaczynam w to wierzyć mimo tego, że tak nie jest.
- Nie mów, że jesteś we mnie... - Kidoh przerwał w połowie zdania, aby podejść bliżej kolegi i dokładnie mu się przyjrzeć. - Sam mówiłeś, że nie jesteś ge...
Tym razem to Jin mu przerwał, ujmując jego twarz w dłonie i składając na jego ustach delikatny pocałunek, który trwał dłużej niż powinien. Oderwał się od przyjaciela i spuścił głowę, zawstydzony tym, co przed chwilą zrobił.
- Dalej myślisz, że nie jestem gejem? - wyszeptał i postawił kilka kroków w tył, czekając na reakcję ze strony oszołomionego chłopaka. Kolejny ciekawy fakt o Kidoh: opóźnione reakcje. Jego mózg potrzebuje co najmniej 10 sekund na przetworzenie informacji. Kiedy tylko upłynął czas potrzebny na to, aby zdał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji to niemalże podbiegł do Jina i przyciągnął go do siebie kładąc jedną dłoń na jego karku i pocałował go mniej delikanie.
Stali tak na tym nieszczęsnym dachu i muskali swoje usta, nie myśląc nawet o tym, że ktoś w każdej chwili może to przyjść i ich wygonić. W tym momencie to nie myśleli o niczym tylko o magii tego momentu, w którym jeden gest wyjaśnił wszystko.
- Dalej myślisz, że tak nie jest? - mruknął Kidoh, odrywając się od Jina, kiedy zabrakło mu oddechu. - To wszystko co mówiłem to prawda, nawet to o twoich ustach.
Seokjin odpowiedział na to uśmiechem i przytulił się do przyjaciela, który od dawna był dla niego kimś więcej. Jak widać to uczucie było odwzajemniane, jednak obydwaj byli za głupi, aby się przyznać.
Wniosek?
Nie bądź głupi, zaryzykuj.


Brak komentarzy: