Siedziałem w swojej 'celi' i czekałem, aż mój 'właściciel' przyniesie mi coś do jedzenia. Nie było go od dziesięciu minut, a ja odczuwam ogromny strach. Od początku nie lubiłem przebywać to sam, a po małym incydencie, który miał miejsce 14 dnia jestem tym faktem wręcz przerażony. Powinienem zacząć od początku, tak? Nie jest mi łatwo o tym mówić, ale spróbuję.
Mam na imię Jungkook, mam 16 lat i zostałem porwany dla okupu, który nie zostanie zapłacony z racji tego, że moi rodzice od kilku lat próbowali się mnie pozbyć i jak widać los się do nich uśmiechnął. Kiedy wracałem ze szkoły to napadło na mnie dwóch mężczyzn, skopali mnie i wcisnęli do bagażnika czarnego samochodu, którego marki nie pamiętam. Udaliśmy się, jak się później okazało, do kryjówki zorganizowanej grupy przestępczej, dla której porwania i handel narkotykami były sposobami na zarabianie pieniędzy. Był tu cały sztab ludzi, co nie dziwiło mnie aż tak bardzo ze względu na zyski, jakie przynosiła ta działalność.
Najpierw zostałem wydany na 'sąd', który miał zadecydować, co ze mną zrobią w czasie kiedy będą czekać na okup. Dostałem chyba najgorszy wyrok, jaki mogłem sobie wyobrazić - miałem być zabawką erotyczną dla któregoś z 'szefostwa'. Pamiętam ten moment jak dziś. Rozglądałem się wokół i patrzyłem na ich twarze, na których widniały szerokie uśmiechy. Pewnie nie mogli się doczekać, aż położą swoje brudne łapska na moim ciele. Chwilę potem odbyła się 'licytacja', którą w ostatniej chwili wygrał młody chłopak. Nie widziałem go na sali, nie wiem skąd się tu wziął i w tamtym momencie nie myślałem o tym. Podszedł do mnie, rozciął sznury krępujące moje nadgarstki, podniósł moje pobite ciało do góry, chwycił za rękę i wyprowadził z pomieszczenia. Wiedział, że nie jestem w stanie uciec, ale dalej nie wiem, czemu zrobił tak a nie inaczej.
Przez pierwszy tydzień nie odezwałem się ani słowem, tylko on mówił. Opowiedział mi trochę o sobie, co było dość dziwne, bo dla mnie był po prostu jednym z nich, jednak wydawał się inny, jakby nie czerpał satysfakcji z tego co robi. Wydawał się też... miły. Niby wygrał na licytacji, najprościej mówiąc, dziwkę. Jednakże nie dobierał się do mnie, nawet kiedy spaliśmy w jednym łóżku, gdyż uważał, że kiedy poprosi o drugie to 'reszta zwęszy podstęp i mnie zabiorą, a tego nie chciał' i ja chyba też. Traktował mnie dobrze, za dobrze jak na gangstera. Nie było sensu się nad tym rozwodzić.
W drugim tygodniu zaczęły się problemy. Okazało się, że ci goście chcieli się 'zabawić' i co noc nas podsłuchiwali, a że nie słyszeli praktycznie nic to zawiadomili 'szefa', który wziął Taehyunga, bo tak miał na imię chłopak, na rozmowę. Kiedy wrócił, nie wyglądał na zmartwionego czy szczęśliwego, choć w sumie nigdy nie okazywał uczuć. Jego twarz zawsze była nieczytelna, a ton taki sam. Wtedy postanowiłem się w końcu odezwać. Zapytałem go, co mu powiedzieli, a on pierwszy raz zmienił minę. Na jego ustach zagościł uśmiech, a od ścian odbiły się jego słowa "To nieważne. Nie należą do inteligentnych ludzi i łyknęli tanią bajeczkę o 'podwójnej przyjemności ze stosunku'." Nie do końca wiedziałem o co mu chodzi i chyba wolałem, żeby tak zostało.
Od tego dnia zacząłem się odzywać częściej. Były takie noce, które byliśmy w stanie przegadać o głupotach. Za dnia Taehyung musiał wychodzić, więc tylko wtedy, kiedy na niebie lśniły gwiazdy mieliśmy możliwość na spokojną rozmowę, której nikt nie mógł przerwać. Dzięki temu wcale nie czułem, jakbym był zakładnikiem. Co więcej, było mi tu lepiej niż w domu, gdzie ciągle byłem niepotrzebny.
Dnia numer 13 nie zapomnę do końca życia, bo nikt nie jest w stanie zapomnieć czegoś takiego. Rano obudziłem się wtulony w chłopaka i to była najprzyjemniejsza rzecz, którą kiedykolwiek doznałem. Oczywiście nigdy mu się do tego nie przyznam, to chyba proste. Jednak to właśnie miało mnie zmylić. Kiedy wyszedł to zapomniał zamknąć drzwi i do środka wszedł jeden z tych okropnych ludzi. Od razu rzucił się na mnie, próbujac zedrzeć ze mnie ubrania. Szaprałem się, okładałem go pięściami, jednak byłem zbyt słaby, żeby go z siebie zrzucić. Nim się obejrzałem to moja koszulka i spodnie leżały porwane na podłodze. Zacząłem krzyczeć tak głośno jak potrafiłem, a z oczu wypłynęły słone łzy. Zacisnąłem powieki i czekałem na najgorsze. Nagle poczułem, że dłoń przyciskająca moje nadgarstki do poduszki rozluźnia uścisk. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Taehyunga, który przystawiał broń do skroni mojego oprawcy, który opadł bezwładnie na podłogę. Z jego czaszki wypływała szkarłatna ciecz brudząca podłogę. Z mojego garła wyrwał się krzyk, który został szybko stłumiony przez dłoń Taehyunga. Wiedziałem, że nie powienienem, bo będziemy mieli przesrane. Chłopak wyniósł gdzieś ciało, a ja nie chciałem pytać o szczegóły. Byłem zbyt roztrzęsiony. Gdy tylko wrócił to usiadł na łóżku i przytulił mnie mocno do siebie, przepraszając mnie za wszystko. Nie byłem w stanie nic powiedzieć, więc tylko wtuliłem się w jego klatkę piersiową, mocząc jego t-shirt swoimi łzami.
Przez cztery dni po tym wszystkim byłem jak trup. Leżałem, nic nie mówiłem, od czasu do czasu płakałem. Taeyung budził się w nocy i starał się mnie uspokoić, ale mało to dawało. Miałem koszmary i krzyczałem przez sen. Teraz jak o tym mówię to... Zbiera mi się na płacz.
Dnia numer 18 obudziłem się, kiedy zaczynało świtać. Taehyung był jeszcze pogrążony we śnie, więc postanowiłem dokładnie przyjrzeć się jego twarzy. Do tej pory nie dostrzegłem tego, jak dobrze wyglądał. Bujna blond czupryna, opalona skóra, duże oczy i... usta, które były lekko rozchylone. Nie wiem co mnie podkusiło, ale zbliżyłem się do niego i musnąłem jego wargi. Modliłem się, aby to go nie obudziło, jednak Bóg postanowił zrobić sobie ze mnie jaja, a Taehyung uniósł powieki. Szybko odsunąłem się i odwróciłem do niego plecami. Było mi wstyd, nie powinienem tego robić. Czekałem tylko, aż mnie za to skarci, jednak to nie nastąpiło. Zamiast tego chłopak przytulił się do moich pleców i pocałował w policzek, co było najmilszym gestem, jakim zostałem obdarzony w całym moim krótkim życiu. Obrócił mnie twarzą do niego i tym razem to on musnął moje wargi, co z czasem przerodziło się w namiętny pocałunek. Nim się obejrzałem to leżałem na nim bez koszulki, a później reszty garderoby, która spoczęła pod łóżkiem razem z ubraniami Taehyunga. Całował mnie po całym ciele, a ja jęczałem z przyjemności. Kiedy tylko zapytał, czy jestem gotowy to bez zastanowienia kiwnąłem twierdząco głową. Zrobiliśmy to i nie wstydzę się powiedzieć, że tego nie żałuję. Nie powinno się żałować tego, czego się chciało. Jego dłonie dotykały każdy kawałek mojego ciała, podczas gdy ja byłem zajęty wbijaniem paznokci w jego plecy. Oboje ciężko oddychaliśmy, a od ścian odbijały się nasze jęki. To było coś pięknego.
Dzień 19, jak wspomniałem na początku. Spojrzałem na zegarek. Taehyunga nie było już pół godziny. Z każdą kolejną minutą martwiłem się coraz bardziej, a strach narastał. Oparłem się o ścianę i przyciągnąłem kolana pod brodę. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić.
Nagle rozległ się huk, a zaraz po nim strzały. Drzwi do pomieszczenia, w którym się znajdowałem zostały wyważone, a do środka wpadło kilku mężczyzn. Tak jak się domyśliłem, byli to antyterroryści. Zabrali mnie ze sobą pomimo moich protestów. Śmieszne, przyszli mnie uratować, a ja tego nie chciałem. Kiedy ciągnęli mnie korytarzem to na drodze stanął im Taehyung, który chwilę potem został postrzelony w klatkę piersiową i opadł na kolana. Zacząłem krzyczeć i płakać. Policjanci skorzystali z chwili mojej słabości i wyprowadzili mnie z budynku. Resztę już znacie.
- Dziękujemy, to na pewno nam pomoże w dalszym śledztwie.
- Wiecie, że nie daruję wam tego, co zrobiliście. Zabiliście go. Chłopaka, dzięki któremu żyję. Czy tak powinno się dziękować za uratowanie komuś życia? Żałosne.
- Taehyung żyje i przebywa w więzieniu.
- I to nazywasz życiem? Kto wie, co mu tam robią.
- Jest bezpieczny, zaufaj nam.
- Zaufać? Wam? Najpierw pozwólcie mi się z nim zobaczyć.
- To kryminalista, nie możemy...
- Możecie, tylko nie chcecie. Co wam zabrania? To, że jestem w nim zakochany? Tak, kocham kryminalistę, i co?! Uratował mi życie i...
- Dobrze, zobaczysz się z nim.
~*~
Jestem w drodze do więzienia, nareszcie. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu go zobaczę. Minęły trzy tygodnie, od kiedy zostałem 'uwolniony' i przez ten czas spałem może z 7 godzin. Kiedy tylko trafiałem do krainy snu to widziałem, jak Taehyung pada na ziemię, a ja nie mogę go uratować. To mnie przytłacza, przeraża, niszczy. Jednakże świadomość tego, że on żyje jakoś trzyma mnie przy życiu.
Prowadzą mnie obskurnym korytarzem do sali, gdzie mamy się spotkać. Nie mogę przestać się uśmiechać, co pewnie wygląda dość... Psychicznie? Coś w tym stylu. Jeszcze tylko sześć kroków... pięć... cztery... trzy... dwa... Już.
Drzwi się otworzyły, wszedłem do środka i zobaczyłem go. Siedział na krześle przy niewielkim stoliku. Wyglądał tak, jak go zapamiętałem. Kiedy zorientował się, że ktoś przyszedł to wstał i podszedł do mnie. Nie mogłem się dłużej powstrzymywać. Zatopiłem się w jego ramionach i zacząłem płakać, a on razem ze mną. Już miałem powiedzieć, że go kocham, kiedy poczułem okropny ból. Czułem, jak uchodzi ze mnie życie, tak samo jak z Taehyunga. Postrzelili nas. Opadliśmy na podłogę obok siebie, a nasze dusze wyszły z ciała, obserwując wszystko wokół.
- Pozbyliśmy się niewygodnych świadków. - powiedział jeden z policjantów. Spojrzałem na chłopaka obok mnie i chwyciłem go za rękę, a on posłał mi swój piękny uśmiech. Odeszliśmy stąd, daleko od wszystkich, razem.
4 komentarze:
Panie i Panowie, to najlepsze z Twoich opowiadań jakie czytałam, jest piękne. Cholera, aż brakuje mi słów żeby opisać mój zachwyt. Oby jak najwięcej takich.
Świetne. Jedno z najlepszych opowiadań jakie do tej pory przeczytałam. Akcja nie toczy się ani za szybko ani za wolno (jak dla mnie). Bardzo lubię takie opowiadania. Nawet się wzruszyłam. Życzę weny. Oby tak dalej. ^^
To takie wzruszające i smutne :(
Ahh, ta zakzana miłość. Bardzo wzruszające opowiadanie. To, jak ciastek pocałował Tae to miałam banana na ryju, ale puźniej ryczę jak porąbana, że... że opowiadanie sie skończyło xD Oczywiście płaczę też dlatego, że to była piękna i wzruszająca miłość oraz, że umarli uśmiechając sie do siebie. Jesteś moją wybawicielką... Bogiem xD
Życzę weny i więcej takich opowiadań przez które będe mogła się wypłakać z powodu jego jego końca ;)
Prześlij komentarz