sobota, 4 października 2014

Sól w oku? Część II



Wspominałem już o tym, że jestem osobą nadzwyczaj aspołeczną? Musiałem coś o tym powiedzieć, bo to bardzo ważny element mojej osobowości. Odkąd pamiętam to nie lubiłem przebywać wśród ludzi, czułem się lepiej będąc sam na sam z moją skromną osobą. Irytowały mnie ludzkie zachowania, tak sztuczne i nieszczere. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale jak widać tak działa całe to chore społeczeństwo.
Nie mam pojęcia jak znalazłem się w gejowskim klubie, ale po 10 minutach wdychania smrodu i patrzenia na upitych nastolatków miałem serdecznie dość i przysiągłem sobie, że zamorduję tego kogoś, kto mnie tu zaciągnął.
- Oj Sehunnie, rozluźnij się! Są twoje urodziny! - pisnął entuzjastycznie Luhan, a ja chciałem wepchnąć mu do gardła moje brudne bokserki. Tak, to on jest winowajcą i zasługuje na karę najgorszą z najgorszych. Tak, to prawda, był 12 kwietnia, czyli dzień, w którym przetarłem twarzą pochwę mojej matki. Nie widziałem w tym dniu nic godnego świętowania, ale moi durni 'przyjaciele' uparli się, żeby tu przyjść. W sumie to nie wiem dlaczego wybrali właśnie to miejsce, ale sądząc po tym jak Chanyeol mizdrzył się do młodziutkiego kelnera śmiem sądzić, że to właśnie dlatego. Czyżby potwora w końcu znalazła swojego amatora? Yay, tak bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.
- Mamy dla ciebie niespodziankę! - oznajmił Jongdae z tajemniczym uśmieszkiem, co włączyło czerwoną lampkę w mojej głowie z napisem 'uciekaj zanim stanie się coś, czego będziesz żałował do końca życia'. Tak wiem, ten napis był stanowczo za długi, żeby zmieścić się na małej lampce, ale to tylko taka metafora, mam do niej prawo.
Zanim zdążyłem zaprotestować to zostałem wepchnięty do jednej z... właściwie to nie wiem jak nazwać to pomieszczenia. Loża vipów, czy coś w tym stylu. Trzy ściany, niby parapet z butelkami alkoholu, przez który pewnie każdy skończy w toalecie w otoczeniu barwnych wymiocin, wielka kanapa składająca się z trzech części, co tworzyło pewnego rodzaju kwadrat bez jednej krawędzi, a na środku rura aż do samego sufitu. To się nie skończy dobrze.
Zostałem posadzony na kanapie stojącej naprzeciw wejścia, a moi koledzy usiedli na częściach bocznych. Zaraz... kogoś brakowało. No tak, Chen gdzieś wybył i bardzo mnie ten fakt cieszył, jednak coś mi mówiło, że moja radość nie potrwa długo. Chłopak wrócił bardzo szybko, w dodatku nie sam. Towarzyszył mu średniego wzrostu mężczyzna, który poza obcisłymi slipkami i maską na twarzy nie miał na sobie nic. Hm, czy opalenizna się liczy? Sztuczna czy nie, wyglądała zaskakująco dobrze. Jongdae klasnął w dłonie i zajął miejsce obok Minseoka, a tajemniczy nieznajomy podszedł do rury i zaczął wywijać swoim ciałem w rytm muzyki. Musiałem przyznać z naprawdę wielkim bólem serca, że ten widok należał do przyjemnych, a to przecież był dopiero początek. Zabawa się rozkręcała, a striptizer szedł na całość. Po wylądowaniu na podłodze po kilku trickach akrobatycznych na tym dziwnym kawałku metalu, chłopak stanął pomiędzy moimi rozłożonymi nogami i schodził coraz niżej, kręcąc przy tym swoim zgrabnie podkreślonym przez połyskujący materiał tyłkiem. Wiedziałem, do czego to zmierza, więc wziąłem głęboki oddech, aby uspokoić swój umysł. Samokontrola, nie mogę jej stracić.

Kiedy było już po wszystkim to czym prędzej wróciłem do domu, gdzie zostawiłem swój telefon. Wiedziałem, że zapomniałem go wziąć przed wyjściem z kolegami i chciałem po niego wrócić, ale mi na to nie pozwolili, banda kretynów.
Wziąłem szybki, naprawdę szybki prysznic i wskoczyłem do łóżka razem z moim małym elektronicznym skarbem. Uśmiechnąłem się widząc skrzynkę kompletnie zawaloną wiadomościami od Kaia. Chłopak wysłał mi z pierdyliard życzeń i miłych słów, a ja nie mogłem powstrzymać rumieńców pojawiających się na moich bladych jak ściany policzkach. Jednak kilka literek to za mało, chciałem usłyszeć jego głos, chociaż tyle. Przygryzłem delikatnie wargę, próbując jeszcze raz rozważyć to, czy powinienem do niego zadzwonić czy nie, ale mój kciuk postanowił zadecydować za mnie. Nim się obejrzałem, to usłyszałem niepewne "słucham?". Cholera.
Przełknąłem głośno ślinę, starając się pozbyć tej okropnej guli w gardle uniemożliwiającej mi wydanie z siebie jakiegokolwiek normalnego dźwięku. Co ja mam mu powiedzieć? Co jeśli wyjdę na kretyna i już więcej nie będzie drugiej szansy? Co jeśli on nie chce ze mną rozmawiać?
- Em, jest tam kto? – głos po drugiej stronie był bardzo przyjemny dla ucha, co dało mi nadzieję na to, że jednak tego nie zepsułem. Wziąłem głęboki wdech i postanowiłem się w końcu odezwać.
- Um, dobry wieczór. – brawo Sehun, lepiej się nie dało, dostaniesz za to Nobla. – Czy rozmawiam z Kaiem?
-Sehun? No tak, przecież mam cię w kontaktach. – śmiech chłopaka dotarł do moich uszu i trochę mnie uspokoił. Gdyby Kai nie chciał ze mną rozmawiać to pewnie by się dawno rozłączył albo wcale nie odebrał, czyż nie? Miałem taką nadzieję.
- Racja, wybacz. Moja głupota czasem mnie przytłacza. – zaśmiałem się głupkowato i przewróciłem na brzuch. – Przepraszam, że ci nie odpisałem, ale moi durni koledzy nie pozwolili mi się wrócić po telefon, który przez przypadek zostawiłem w domu.
- Nic nie szkodzi, domyśliłem się, że pewnie gdzieś cię zabrali. Jak się bawiłeś?
- Było lepiej niż sądziłem, ale to i tak nie jest szczyt moich marzeń. – powiedziałem dość cicho, zastanawiając się, czy powinienem dokończyć moją wypowiedź. Po raz kolejny straciłem kontrolę i moja krtań przemówiła za mnie. - Wolałbym spędzić moje urodziny z tobą.
W odpowiedzi usłyszałem tylko słodki chichot, który pozbył się moich obaw. Jeśli Kai mnie do tej pory nie znienawidził, to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
Rozmawialiśmy tak aż do rana, o wszystkim i o niczym. Jego głos był miodem na moje uszy, mógłbym słuchać jego opowieści godzinami, przysięgam. Jednak myśl o tym, jak cudownie muszą poruszać się jego wargi, kiedy mówi, zaczynała być niebezpieczna, przez co dostawałem dreszczy. Po słodkim ‘dobranoc’ mieliśmy mały dylemat, kto powinien się rozłączyć pierwszy i ustaliliśmy, że zrobimy to w tym samym momencie. Może to wydawać się głupie, ale dla mnie znaczyło to więcej niż cokolwiek.

Od tej pory rozmawialiśmy ze sobą co wieczór. Ku naszemu zaskoczeniu nie brakowało nam tematów do rozmów, mimo iż nasz drobny flirt ciągnie się już kilka miesięcy. Zdałem sobie sprawę, jak bardzo mi na nim zależy. Rozmowy to kolejny etap naszej wspaniałej znajomości.

2 komentarze:

Wiśnia pisze...

Jest świetny! Kai jest taki uroczy *.* podoba mi sie to, że jest napisane takim lekkim językiem, żartobliwym(?) bo przez to dużo łatwiej się czyta. Czekam na następny rozdział ^^

Unknown pisze...

Ja szczerze czekam na jakieś HanJoo, bo te które czytałam bardzo mi się podobały i czekam na więcej a szczególnie fluff <3
Weny :*